Tym chłopakiem był Leo.
Herosi, którzy byli gotowi do walki z dzikim zwierzęciem podeszli. Jakaś dziewczyna od Afrodyty krzyknęła, podbiegła i wrzasnęła na Leę:
- Coś ty zrobiła?!
- Nic.... to znaczy ........ ja nie chciałam ........ niewiem jak to się stało.- zaszlochała Lea.
Nagle do głowy przyszedł jej pomysł. Może i był nie możliwy, ale warto spróbować- pomyślała.
- Odsuń się - powiedziała do brązowowłosej dziewczyny.
- Nie - krzyknęła, ale w pore zabrał ją jakiś blondyn. Zaczęła się szarpać, ale ją uspokoił. Lea skupiła się. Powiedziała w myślach do Apolla: '' Uzdrów Go Apollinie. Błagam Cię. Chcę, aby był zdowy. Jeśli Wam tak na mnie zależy, choć nie wiem czemu, uzdrów go, aby był cały i zdrowy. Proszę.'' Nic się nie wydarzyło. '' Proszę'' - powtórzyła. Gdy już prawie straciła nadzieję, znikąd świało słoneczne padło na Leo. Oczywiście było już ciemno, ale Lea nie zwracała na to uwagi, po prostu chciała, aby Leo był cały i zdrowy, bo to jej wina. Z nieba spadł przystojny blondyn. Spojrzał na Leo i dotknął palcem jego czoło. W chłopaka tchnęło życie. Odetchnął, a Lei spadł kamień z serca. Uścisnęła go i pocałowała z ulgi, że żyje. Potem puściła go i wstała, gdy Leo nie mógł się otrząsnąć jeszcze z tego, że przed chwilą był martwy i z tego, że dziewczyna go pocałowała. Lea zwróciła się do uzdrowiciela.
- Dziękuje Apollo- powiedziała cicho, podbiegła i obieła go.- Dziękuje.
Bóg troche zdziwiony, że dziewczyna go przytuliła odpowiedział:
- Nie ma sprawy.- uścisnął ją - ale pamiętaj. Nigdy nie płacz, nawet jeśli ktoś umrze, bo twoje łzy nie są warte nawet mnie, rozumiesz?
Przytaknęła, choć nie bardzo wiedziała co odpowiedzieć. Michael Yew, Lee Fletcher i Will Solace z domku Apollina podbiegli do Boga. Oniemieli, gdy zobczyli Leę ciskającą w ramionach ich ojca. Puścili się i Apollo jeszcze raz do niej powiedział:
- Pamiętaj co Ci powiedziałem Leo Omorfio. Twoje nazwisko określa ciebie, dziecko. Nie bez powodu Ci je dano.- mrugnął do Lei, potem spojrzał na swoich synów- Witajcie chłopcy.
I rozpłynął się w białej mgle.
- Jak ty to zrobiłaś?!- spytał Michael- my od wieków wzywamy go i nie przychodzi. Co mu powiedziałaś?
- Po prostu poprosiłam o pomoc. Cała filozofia.-zirytowała się i znów podeszła do Leo.-Żyjesz?
- Chyba tak. A więc jednak udało mi się. Zatrzymałem cie- odchrypnął.
- Tak, jesteś bohaterem.- odparła. Leo wytarł jej krwawą łzę z oka. Ona go przytuliła i pomogła wstać.
- Więc zrezygnujesz dla mnie z walki z Clarisse, tak?- zapytał. Lea osłupiała i usiadła prosto jakby połknęła kij od szczotki. W uszach zaszumiała krew. Spojrzała się na niego takim dzikim wzrokiem, że kilku innych obozowiczów cofnęło się gwałtownie. Zbliżyła swoją twarz do twarzy Leo tak blisko, że czuła jego płytki oddech.
- Jeśli uważasz, że zrezygnuje dla takiego idioty, który walczy z dzikim wilkiem zabijając się przy tym to się grubo mylisz- sykneła i odeszła. Potem słyszała jak Percy pomaga mu wstać, krzyk bólu, który nie wątpliwie należał do Leo i cisze, gdyż przemieniła się w wilka i była już w lesie. Biegła wciąż w głąb i coraz dalej od jakich kolwiek dźwięków. Gdy była już bardzo daleko od ogniska i tymbardziej obozowiczów z powrotem zmieniła się w dziewczynę i usiadła. Oczy same jej się w końcu zamknęły. To co zobczyła we śnie wcale jej nie zachwyciło. Znów te zame obrazy, płonące samochody, mase ludzi leżących bezwładnie na ulicy i więcej krwi niż w życiu widziała. '' Zostało ci 4 dni, a ty nawet nie wyruszyłaś'' - powiedział ten sam okropny głos- '' Myślałem, że ci bardziej zależy na bliskich. I ten Leo Valdez. On też stał ci się bliski, prawda?- zarechotał- '' Myślę, że nie byłoby przyjemnie gdybyś zobaczyła jego bezwładne ciało nie ucieszyłabyś się''
- Nie waż się go tknąć!- krzyknęła. - A jeśli kogokolwiek ruszysz to pożałujesz!
'' Ojojoj małutka Lea mi grozi! Ależ się boję! Po prostu drżę ze strachu! A jeśli spróbujesz.....''
Nie do kończył. Sen spowiła mgła. Ktoś ją szturchał. Gdy otworzyła oczy zobaczyła zieloną ( tak, dołownie zieloną ) dziewczynę. Szturchała ją wołając '' Obudź się, za chwilę musisz się stawić na arenie''. Wstała szybko. Przetarła oczy i zobaczyła, że dziewczyna ma na sobie sukienkę z.... płatków kwiatów?
- Choć ze mną, jestem Kalina, pomogę Ci się przygotować do wlki z Clarisse.- powiedziała.
- Jesteś driadą, tak?- zapytała. Dziewczyna zarumieniła się, pokiwała głową i pchnęła niej do strumyka obok, którego wcześniej nie widziała.
- Umyj się. Znalazłam coś w lesie i uprałam. - powiadomiła i pokazała starte długi dżinsy i białą obcisłą koszulkę. Przytaknęła i podziękowała.- Wiesz nie ma sprawy. Chcę żeby ktoś w końcu pokazał Clarisse gdzie jej miejsce. Wszystkimi pomiata i obraża. To nie jest wcale zabawne. Szybko się umyła,stanęła w nowych ciuchach i związała włosy w kucyk choć prawie tego nie robi. - Jesteś gotowa - I dała mi coś w podobie Pioruna. Tylko, że miało trójząb na końcu, można go było używać jako łuku ( bo Kalina pokazała ) i mógł być jak miecz.
- Broń Zeusa, Posejdona, Artemida i Ares. Połączenie ich wszystkich broni. Sam Hefajstos go wykuł na polecenie Bogów. Jest prwadoodobnie drugą, a może i nawet najpotężniejszą bronią na świecie. - uśmiechnęła się. - Dla ciebie.
Wzięła nie pewnie broń do ręki.
- Aha no i oczywiście zapomniałam o tym, że zawsze do ciebie wróci. Jakbyś ją gdzieś upuściła lub zagubiła. Coś jak Orkan Percy'ego.- wspomniała.- Aha i to jest wspaniałe!
Krzyknęła i nacisnęła lekkie zagłębienie na końcu. Piorun natychmiast zmienił się w złoty naszyjnik z wisiorkiem tej samej broni.
- Jeśli chcesz znów go przywrócić do broni po prostu go zerwij. Nazwyałam go Błyskotka, ale ty nazwij go jak chcesz. - Kalina zarumieniła się lekko.
- Błyskotka to wspaniałe imię od wspaniałej dziewczyny.Jeszcze raz dziękuje. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła- rzekła Lea i uścisnęła ją.
- Powodzenia. - Driada spojrzała w słońce. - O Bogowie! Biegnij, bo się spóźnisz.
Jeszcze raz ją uścisnęła i pobiegła w stronę areny. Nie łatwo tam trafić, ale Lea nie miała problemu. Spojrzała na środek areny. Stała tam Clarisse z włócznią, a wokół niej jej bracia, siostry i chłopak, który nie wiedziała skąd nazywał się Chris Roudrigez. Prawdopodobnie naśmiewali się z niej jaka ona głupia i pewnie stchórzy. Zobaczyła też obok areny Leo, Percy'ego, Annabeth, Kaline, jakiegoś satyra, dziewczyne, która na nią krzyczała, chłopaka który ją powstrzymał i jeszcze reszte obozu. Podeszła bliżej i wtedy wszyscy kierowali wzroki na nią, nawet Clarisse, która źle ją przedrzeźniała przerwała i spojrzała na nią ze zdziwieniem.
- Oho oto nasza mała dziewczynka! Boisz się?! Hahaha, zobaczymy, ale pamiętaj: Nie okaże ci litości.- spojrzała na nią groźnie. Lea nie była bojaźliwą dziewczyną więc się nie przestraszyła.
- Ze wzajemnością La Rue! Uważaj na siebie i powodzenia, bo przyda ci sie- odparła. Córka Aresa buchnęła śmiechem. Lea weszła na arenę. Spojrzała na Leo, a ponieważ spostrzegła, że się na nią patrzy odwróciła wrok.
- Ojej masz nowy wisorek! - stwierdziła Clarisse z udawanym zaskoczeniem- Od nowego chłopaka? - Spojrzała na Leo, który spuścił wzrok. Lea nie myślała już o nim kompletnie:
- Nie. Dostałam go od Bogów i nazywa się Błyskotka- spojrzała na Kalinę ktróra uśmiechnęła się i na twarzy wpełzy jej rumieńce. Clarisse prawdopodobnie nie uwierzyła i zaśmiała się. Potem uśmiech spezł jej z twarzy. Zaczęła się walka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze mile widziane.
Jeśli coś się nie podoba bardzo proszę o pisanie komentarzy, a ja postaram się to zmienić :)
Kocham Was ;3