Lea obudziła się ze strasznym bólem głowy. Leżała na jakimś zimnym metalu. Wstała i złapała się za głowe, aby nie upaść. Kręciło jej się w głowie. Z wczorajszej nocy nic nie pamętała.
- Masz kaca dziewczyno.- odezwał się damski głos. - Wcale się nie dziwie.
Oczom Lei ukazała się wysoka, ruda dziewczyna. Niebieskie oczy były podkreślone błękitnym topem.
- Kim jesteś?- spytała skołowana.
- Jestem Nancy. Poznałyśmy się wieczorem w klubie. - uśmiechnęła się.
Lea spojrzała na siebie i krzyknęła. Miała ten sam strój co wcześniej.
- Jak to w klubie? Piłam coś?- zapytała.
- Tak. I to tyle, że dziwię się, że nie... no wiesz.- odparła.
- Ale ja jestem niepełnoletnia!- krzyknęła.
- Co?!- zdziwiła się Nancy. - No wiesz... po tym stroju to raczej nie widać, że jesteś niepełnoletnia.
- Muszę się przebrać.- stwierdziła Lea.
- O to masz moje ciuchy. Proponowałam ci je już wcześniej, ale wciąż odmawiałaś.
- Dlaczego proponowałaś mi je wcześniej?- spytała zdezorientowana.
- No wiesz, było cholernie zimno, a ty byłaś półnaga.- odpowiedziała.
- Dziękuje.- powiedziała Lea i poszła się przebrać za jakimś materiałem.
- Gdzie my właściwie jesteśmy?- zapytała, gdy już się przebrała w zaduży potkoszulek i znoszone dżinsy.
- W klubie, to znaczy w magazyne klubu.- stwierdziła.
Lea spojrzała na zegarek. Czas. Zegarek. Maszyny. O cholera, Leo!- pomyślała.
- Nancy bardzo ci dziękuje jeszcze raz za wszystko, ale musze lecieć. Mój chło... to znaczy znajomy na mnie czeka- krzyknęła. Miejmy taką nadzieje- dopowiedziała w myśli.
- Dobra rozumiem- uścisnęła ją. Lea biegła na bosaka do molo, w którym się ostatni raz widziała z Leo. Gdy dobiegła nigdzie go nie widziała. Weszła do chatki kobiety, która ich uratowała.
- Dobrze, że tu przychodzisz, Leo Omorfio.- powiedziała kobieta po angielsku.- Twój czas nadchodzi, musisz się z tym pogodzić.
- Eee... przykro mi, ale nie rozumiem o co pani chodzi.- stwierdziła Lea.
- Pomyśl moja droga, masz moce bogów, oni są na twoje skinienie. Zwykłemu herosowi by się nie udało, ale tobie się uda. Tak, to ty. Bogowie dobrze wybrali.- odpowiedziała tajemniczo kobieta.
- Yyy.. chyba pani pomyliła mnie z jakąś inną Leą.- odparła.
- Pomyśl tylko. Dlaczego tyle razy miałaś zginąć, a nie zginęłaś? Dlaczego twoja rodzina traktowała cię jak wyrzutka? I dla czego masz na nazwisko Omorfia.
Lea pomyślała przez chwile.
- Zwykły fart, bo jestem inna i to moje nazwisko.?- bąknęła w końcu.
- Nie dziecko, nie takie są odpowiedzi. Nie zginęłaś, ponieważ Bogowie stworzyli tak potężne dziecko nie bez powodu. Twoja rodzina cię tak traktowała, bo zostałaś przygarnięta, to nigdy nie była, nie jest i nie będzie twoja rodzina. Omorfia po grecku znaczy piękność. Byłaś dzieckiem Afrodyty. W końcu spłaciła dług wobec Zeusa i oddała mu swoje dziecko.
Zakręciło jej się w głowie.
- Jaki dług?- spytała w końcu.
- Nikt tego do końca nie wie. Ale to musiało być bardzo ważne, skoro Afrodyta się tak poświęciła.- odparła kobieta.
- To nie prawda, kłamiesz! Moja rodzina, którą mam mieszka w domu i jest bezpieczna. Wcale bogom na mnie nie zależy!- krzyknęła i wybiegła z chatki. Pobiegła w stronę plaży. Nagle coś ją tknęło. Na plaży był Leo. Podeszła do niego powoli.
- Hej.- powiedziała cicho.- Leo chciałam cię przeprosić za to co wczoraj powiedziałam. Nie wiem czemu to zrobiłam. Po prostu straciłam nad sobą kontrole. - Nie odzywał się.
- To nie prawda, że kochasz tylko maszyny. Nie jesteś głupi. I wcale nie żałuje, że cię poznałam.- uśmiechnęłam się i zmusiłam go, aby na nią spojrzał.- Przepraszam, Leo. Jest mi naprawde przykro.
Nic. Już miała wstać i odejść, gdy ten złapał ją za ręke, sprawnym ruchem przyciągnął do siebie i przytulił.
- Ja też przepraszam. I masz rację, kocham tylko maszyny.- stwierdził.
- No cóż, w końcu od czegoś są dzieci Hefajstosa.- zaśmiała się.
Podała mu ręke i tak sobie siedzieli w ciszy, póki nie zaczęło się ściemniać.
- Wiesz...- zaczęła cicho Lea- Gdybym mogła zamieniłabym się w maszynę, abyś mnie kochał.
Abyś był przy mnie, gdy coś się stanie. Abyś mnie kochał tak jak kochasz tą Calypso.
Spojrzał na nią, uśmiechnął się i pocałował ją.
Lea i Bogowie Olimpijscy ;3
Przygody Lei i innych Herosów. :D
Strony
Wojna to obowiązek. Jedyny prawdziwy wybór to zaakceptować to lub nie i wiedzieć, o co się walczy.~Rick Riordan ;3
KOMENTUJCIE! :D
KOMENTUJCIE! :D
Spis treści :3
piątek, 3 stycznia 2014
sobota, 28 grudnia 2013
Rozdział IX
Obudziła się na miękkim łóżku. Calypso- pomyślała ze złością Lea. Czuła, że ktoś ją obserwuje. Otwiera oczy i widzi, że to nie Calypso tylko jakaś kobieta z Leo. Kobieta patrzyła się z niepokojem, a Leo patrzył się z ... czy to było zaintrygowanie? Wstała powoli, ale przeszył ją straszny ból.
- Leż pokojnie.- powiedział Leo z niepokojem.- Matko! Tak się ciesze, że znów nie umarłaś.
- Taaa podzielam twój entuzjazm.- burknęła i wstała. Kobieta, która miała biało- zieloną suknię i czarne krucze włosy uśmiecha się do niej i odchodzi.
- Es bueno que haya encontrado, si no fuera que no habrías vivido.- powiedziała w końcu. Lea nic nie zrozumiała.
- Co ona powiedziała?- spytała.
- Mówi, że dobrze, że nas znalazła, bo byśmy już nieżyli.- przetłumaczył.- Ty miałaś sporego guza na głowie. Gdy upadliśmy do wody ty musiałaś uderzyć w jakiś kamień lub coś równie twardego. Gracias.- zwrócił się do kobiety. Nagle wpadła Lei taka myśl do głowy, że wcale go nie zna. Gdy kobieta wyszła zwraca się do Leo:
- Może poznamy się lepiej?
- Hola hola aż tak bardzo ludzi nie jestem jeszcze ciekawy.- zażartował. Lea uśmiechnęła się:
- Nie oto mi chodzi, głupku.
- Najpierw mi proponujesz poznawanie się bliżej...a teraz wyzywasz mnie od głupków. Uważaj, bo się obraże!- zaśmiał się.
- Chodzi mi o poznawanie się typu: ''Jaki kolor lubisz najbardziej'', ''Co lubisz jeść, a czego nie lubisz'' itd.- odparła.
- Aha okej to ja pierwszy. Jak mieli na imię twoi rodzice? A właściwie kim jest twój boski rodzic?
- Henryk, mój tata ma tak na imię. A mojego bokiego rodzica jeszcze nie znam.
Przemilczała fakt, że jej rodzicem mógłby być każdy. Ale przecież wiedziała, że to niemożliwe.
- Gdzie mieszka twoja mama?- spytała. Entuzjazm z Leo wyparował.
- Moja mama nieżyje.-odparł.
- Oh Bogowie. Tak strasznie mi....- wiedziała jak się czuje osoba, której ktoś współczuje i lituje się nad nią. Leo zrobił zażenowaną minę. Widać on też nie lubi współczucia-... wstyd.- dokończyła. Leo zrobił zdziwioną minę. Pewnie nie spodziewał się takiej odpowiedzi.- Nie powinnam pytać o twoją mamę. Przepraszam.
Zapadła cisza, ale po dłuższej chwili znów się rozpromienił.
- A twój tata jaki jest? Masz rodzeństwo? Jak tak to kto to i ile ma lat? Masz zwierzątko? Jak się wabi? Wkurza cię rodzina? Kochasz ją? Co sądzisz o swoim tacie?- zadaje wszystkie pytania na raz. Nagle ogarnęła ją złość. Nie lubi, gdy ktoś pyta o jej rodzinę.
- Bogowie nawet nie wiedzą, że jesteś kretynem.- krzyknęła.
- Co się stało?- zdziwił się Leo.
- To, że jesteś wścibski, uporczywy i nieznośny.
- Tak?! To spójrz na siebie- odparł Leo- Jesteś jeszcze gorsza.
- Doyć tego.- i wyszła. Chłopak wybiega za nią. Znaleźli się na molo.
- No dobra przeprszam, ale to raczej ty powinnaś przeprosić.
Lea zatrzymała się gwałtownie. Stała tam przez jeszcze jakieś pół minuty, a potem w mgnieniu oka znalazła się przy Leo.
- Oh przepraszam. Przeprazam, że jestem idiotą- zaczęła go przedrzeźniać- Przepraszam, że nie mam uczuć, przeprazam, że wszystkich wokół siebie ignoruje, przepraszam, że jestem dupkiem, oh i przepraszam, że umiem kochać tylko maszyny!
- Wcale nie!- krzyknął Leo, ale dziewczyna była już dwa metry dalej.- Ale nie moja wina, że okres ci si spóźnia.
Zrobił najgorszy błąd w życiu. Lea odwróciła się spojrzała na niego groźnie i łypnęła na niego. On odsunął się o krok. Drugi i potknął się. Zaczął się czołgać do tyłu, a dziewczyna przybliżała się do niego coraz bardziej. Nagle jej ubranie się zmieniło. Nie miała już za dużej przyciętej koszuki obozowej, wytartych spodenek i trampków. Miała na sobie strasznie obcisłą czarną bluzkę na ramiączka, białą miniuwkę i strasznie wysokie obcasy. Włosy zamiast potarganych i lekko brudnych włosów miała uczesane w kitkę na środku głowy. Z niewinnej i ślicznej zrobiła się w brutalną i niebezpieczną. Gdy już do niego doszła ustawiła szpilkę na jego piersi i mówi:
- Nigdy, nigdy mi nie mów takich rzeczy, Valdez bo pożałujesz.
I poszła zgrabnie po molo i odeszła w kierunku centrum miasta.
- Leż pokojnie.- powiedział Leo z niepokojem.- Matko! Tak się ciesze, że znów nie umarłaś.
- Taaa podzielam twój entuzjazm.- burknęła i wstała. Kobieta, która miała biało- zieloną suknię i czarne krucze włosy uśmiecha się do niej i odchodzi.
- Es bueno que haya encontrado, si no fuera que no habrías vivido.- powiedziała w końcu. Lea nic nie zrozumiała.
- Co ona powiedziała?- spytała.
- Mówi, że dobrze, że nas znalazła, bo byśmy już nieżyli.- przetłumaczył.- Ty miałaś sporego guza na głowie. Gdy upadliśmy do wody ty musiałaś uderzyć w jakiś kamień lub coś równie twardego. Gracias.- zwrócił się do kobiety. Nagle wpadła Lei taka myśl do głowy, że wcale go nie zna. Gdy kobieta wyszła zwraca się do Leo:
- Może poznamy się lepiej?
- Hola hola aż tak bardzo ludzi nie jestem jeszcze ciekawy.- zażartował. Lea uśmiechnęła się:
- Nie oto mi chodzi, głupku.
- Najpierw mi proponujesz poznawanie się bliżej...a teraz wyzywasz mnie od głupków. Uważaj, bo się obraże!- zaśmiał się.
- Chodzi mi o poznawanie się typu: ''Jaki kolor lubisz najbardziej'', ''Co lubisz jeść, a czego nie lubisz'' itd.- odparła.
- Aha okej to ja pierwszy. Jak mieli na imię twoi rodzice? A właściwie kim jest twój boski rodzic?
- Henryk, mój tata ma tak na imię. A mojego bokiego rodzica jeszcze nie znam.
Przemilczała fakt, że jej rodzicem mógłby być każdy. Ale przecież wiedziała, że to niemożliwe.
- Gdzie mieszka twoja mama?- spytała. Entuzjazm z Leo wyparował.
- Moja mama nieżyje.-odparł.
- Oh Bogowie. Tak strasznie mi....- wiedziała jak się czuje osoba, której ktoś współczuje i lituje się nad nią. Leo zrobił zażenowaną minę. Widać on też nie lubi współczucia-... wstyd.- dokończyła. Leo zrobił zdziwioną minę. Pewnie nie spodziewał się takiej odpowiedzi.- Nie powinnam pytać o twoją mamę. Przepraszam.
Zapadła cisza, ale po dłuższej chwili znów się rozpromienił.
- A twój tata jaki jest? Masz rodzeństwo? Jak tak to kto to i ile ma lat? Masz zwierzątko? Jak się wabi? Wkurza cię rodzina? Kochasz ją? Co sądzisz o swoim tacie?- zadaje wszystkie pytania na raz. Nagle ogarnęła ją złość. Nie lubi, gdy ktoś pyta o jej rodzinę.
- Bogowie nawet nie wiedzą, że jesteś kretynem.- krzyknęła.
- Co się stało?- zdziwił się Leo.
- To, że jesteś wścibski, uporczywy i nieznośny.
- Tak?! To spójrz na siebie- odparł Leo- Jesteś jeszcze gorsza.
- Doyć tego.- i wyszła. Chłopak wybiega za nią. Znaleźli się na molo.
- No dobra przeprszam, ale to raczej ty powinnaś przeprosić.
Lea zatrzymała się gwałtownie. Stała tam przez jeszcze jakieś pół minuty, a potem w mgnieniu oka znalazła się przy Leo.
- Oh przepraszam. Przeprazam, że jestem idiotą- zaczęła go przedrzeźniać- Przepraszam, że nie mam uczuć, przeprazam, że wszystkich wokół siebie ignoruje, przepraszam, że jestem dupkiem, oh i przepraszam, że umiem kochać tylko maszyny!
- Wcale nie!- krzyknął Leo, ale dziewczyna była już dwa metry dalej.- Ale nie moja wina, że okres ci si spóźnia.
Zrobił najgorszy błąd w życiu. Lea odwróciła się spojrzała na niego groźnie i łypnęła na niego. On odsunął się o krok. Drugi i potknął się. Zaczął się czołgać do tyłu, a dziewczyna przybliżała się do niego coraz bardziej. Nagle jej ubranie się zmieniło. Nie miała już za dużej przyciętej koszuki obozowej, wytartych spodenek i trampków. Miała na sobie strasznie obcisłą czarną bluzkę na ramiączka, białą miniuwkę i strasznie wysokie obcasy. Włosy zamiast potarganych i lekko brudnych włosów miała uczesane w kitkę na środku głowy. Z niewinnej i ślicznej zrobiła się w brutalną i niebezpieczną. Gdy już do niego doszła ustawiła szpilkę na jego piersi i mówi:
- Nigdy, nigdy mi nie mów takich rzeczy, Valdez bo pożałujesz.
I poszła zgrabnie po molo i odeszła w kierunku centrum miasta.
czwartek, 26 grudnia 2013
Rodział VIII
![]() |
| A tu macie śliczną mordkę Loganka <3 |
Pobiegła do domku Irys.
Znała Ogygię. A jeszcze bardziej Calypso. Kiedyś popłynęła z jakąś kobietą łódką. Potem tamta chciała ją zjeść więc wskoczyła do wody i odpłynęła jak najdalej, aż straciła małą rybacką łódkę z oczu. Dryfowała po wodzie dopóki się nie ściemniło, a potem zemdlała z upału. Gdy się obudziła znalazła się na piaszczystej plaży. Zobaczyła dziewczynę i tak się zaczeło. Zaczęła Była taka słodka, że aż się rzygać chciało. Potem się zrobiła wredna, chamska i złośliwa.
Dobiegła do domku Jean wychodziła z jakimś brązowo włosym chłopakiem, śmiała się. Gdy zobaczyła Leę uśmiech spełz z jej twarzy. Podbiegła do niej i przytuliła ją.
- Ty żyjesz! Ale czemu jesteś cała we krwi?- zapytała.
- Nie ważne, ale potrzebuje twojej pomocy.- odparła Lea.
- Oczywiście, w końcu zrobie co chcesz- odpowiedziała i uśmiechnęła się krzywo. Odeszły trochę od reszty dzieci Irys, które właśnie wyszły z domku.
- Musisz poprosić swoją mamę, aby mnie przeniosła w jedno miejsce.
Jean zmarszczyła brwi. Po chwili odpowiedziała.
- Nie moge. To nie możliwe.
- No proszę. Obiecałaś. Musisz.- błagała.
- No dobra postaram się. Ale jakie to miejsce?- spytała.
- Dokładnie to jeszcze nie wiem... Ale chodzi mi głównie o pewną osobę.- spochmurniała Lea
- No dobrze. Jeśli moja mama odpowie dziś wieczorem powinnaś już tam być.- wymusiła uśmiech i odeszła. Serce Lei zaczęło walić jak młotem. Udało się, to znaczy może się udać.- pomyślała. Pobiegła do Percy'ego i Annabeth.
- Przepraszam. Ale coś przyszło mi na myśl. Oczywiście nie chce go szukać, ale wiecie gdzie może być teraz Leo?- zapytała lekko zdyszana.
-Pewnie gdzieś na Morzu Karaibskim.- odparł Percy. I zrobił zdziwioną minę, bo w tym momęcie podbiegła do nich także Jean, córka Irys.
- Moja mama odpowiedziała!- krzyknęła, ale zaraz zamilkła, bo zauważyła, że cała trójka się na nią patrzy.
- To wspaniale- burknęła i wskazała ścieżkę prowadzącą do pawilonu. Odeszły. - A kiedy twoja mama przyjdzie i mnie zabierze do Leo?
- Zaraz! Powiedziała, że zaraz tu będzie.- uśmiechnęła się.
- To... cudownie. Idę zabrać... no tak nie mam żadnych rzeczy.- spochmurniała.
- Jesteś córką Afrodyty! Musisz mieć jakieś ubrania!- zdziwiła się Jean.
- No, ale właśnie nie mam..... zaraz co? Skąd wiesz, że jestem córką Afrodyty?- zdziwiła się.
- Twoje nazwisko. Omofia po grecku to znaczy piękna. Czyli Afrodyta, prawda? Nikt ci tego nie powiedział?- Jean oburzyła się. W tym momęcie powietrze obok zafalowało.
- Oh Bogowie, czy już nikt nie używa odwieżaczów powietrza?!- krzyknął kobiecy głos.
Miała piękną jedwabną sukienkę, upięte z tyłu bląd włosy i lekką opaleniznę. To była Irys.
- Oh... Witajcie dzieci. Jean. Eleanor.- dokończyła zakłopotana.
- Witaj mamo. Lea tak masz na imię. Eleanor? Czemu Eleanor?- zdusiła śmiech.
- Lea to skrót od Eleanor. Nie lubie Eleanor.... A poza tym Lea brzmi dużo lepiej.- odparła.
- Jak Leo. - uśmiechnęła się Jean.
- Ekhm dzieci miałam chyba kogoś podrzucić.- wtrąciła się Irys.
- Tak, mnie. Do.... Leo Valdeza. Muszę z nim się natychmiast spotkać. To pilne.- już prawie szeptała.
- Dobrze złap mnie za rękę- i chwyciła ją mocno za nadgarstek. Obraz zaczął się zmieniać. Nagle znalazła się na zniszczonej tratwie. Bogini nigdzie nie było. Obok niej leżał chłopak. To był Leo. Miał zamknięte oczy. Dziewczyna ukucnęła przy nim szybko i sprawdziła puls. Było bardzo słabe. Był czerwony na twarzy. Zobaczyła też, że ma czarną torbę na ramieniu. Nie jedna z dziewczyn by jej pozazdrościła. Otworzyła ją. Zobaczyła dwie półlitrowe butelki wody, trochę ambrozji i nektaru, ubranie dla chłopaka i dziewczyny,kilka batonów i... słuchawki?. Bogowie- pomyślała z irytacją.
Wzięła jedną butelkę z wodą, otworzyła ją i wlała troche wody do popękanych ust Leo. Potem oblała jego twarz. Była tak spalona, że lekko zaskwierczała. Powtórzyła jeszcze kilka razy podobną czynność, aż butelka była pusta. Chłopak odetchnął.
-Ca.... Cal..... Calypso?- zapytał szeptem Leo, a potem otworzył lekko oczy.
- Nie, nie Calypso. To niestety tylko ja.- powiedziała drżącym tonem Lea. Miała łzy w oczach. Czuła się okropnie.- Przepraszam, że cie zawiodłam.
- Lea? Co ty tu robisz? Przecież ty nie żyjesz. Mo..... Może już nie żyje.- odparł ochrypłym głosem Leo.
- Dla ciebie teraz lepiej żebyś nie żył.- krzyknęła- Po co mnie wtedy złapałeś?! Po co wtedy powiedziałeś, że jestem piękna?! Chciałeś żebym się w tobie zakochała, żebyś potem mógł mnie upokorzyć przed całym obozem?! Udało ci się tylko nie ma dwóch rzeczy. Nie ma tu tłumów twoich fanów, aby ci gratulowali i nie ma tu tej twojej wrednej dziewczyny Calypso.
Odwróciła się, uklękła i zaszlochała. Wiedziała, że nie może płakać, ale jednak tak chciała się popłakać. Nie tylko przez to, że Leo dał jej kosza, ale też dla tego, że tak wiele ostatnio wydarzyło się w jej życiu. Tak wiele nowości, ludzi, strachu, krwawych łez i bogów. Za wiele . Leo wstał powoli. Podszedł do niej i uklęknął obok niej.
- Przepraszam. Ale jak to się stało, że żyjesz?- spytał spokojnie. Lea spojrzała na niego. Jego usta świeciły od wody, którą mu chwile wcześniej wlała. Nalge poczuła, że bardzo chce go pocałować. O Boże... znaczy Bogowie ależ on jest przystojny- pomyślała. Ale zaraz odrzuciła od siebie tą myśl.
- Nie wiem. Nie wiedziałam nawet, że umarłam. Po prostu zasnęłam.- stwierdziła ze smutkiem w głosie. Przypomniałam sobie, że mam telefon w kieszeni i słuchawki w torbie. Wyjęła je.- A teraz jeśli pozwolisz zatopie się w swoich smutkach i będę użalać się nad sobą.
Zakłada słuchawki, widzi, że Leo odchodzi i przegląda piosenki: Across the Line, Bubbles, Burn it Down.... jest: Castle of Glass. Włącza ją i słucha ją i leci wciąż od nowa, aby zagłuszyć krzyk rozpaczy w głębi. Nagle coś wyrwało ją z jej własnego świata. Przed nią zaczęła się formować mgła. W obrazie pojawił się Percy, który był wyraźnie zdenerwowany i zrozpaczony i Jason, przystojny blondyn, który mnie ocalił przed wściekłą brunetką, Piper. Zdjęłam słuchawki.
- Mamy problem.- zaczął Jason.- Porwali Annabeth.
W uszach zaczęło mi szumić i zrobiło mi się potwornie gorąco.
- Porwali? Kto?- krzyknęła, gdy Leo podszedł do niej.
- Nie mamy wiele czasu. Nikt nie widział jej od rana.- krzyknął Percy ze zmartwienia.- Żądają, abyśmy wydali ciebie, a wtedy ją oddadzą. Jeśli nie... ona zginie.
Chłopak był na skraju załamania. Ale mówi dalej.
- Musisz przyjść. Musisz ją uratować.
Zatkało mnie. Chcą żebym oddała życie, bo jakaś dziewczyna dała się złapać. Ale czy życie Annabeth jest bardziej warte niż jej? Tyle razy zastanawiała się kim jest. Czemu może władać wodą, piorunami, walczyć jak automat i kochać tak mocno? Może jest jakimś mutantem stworzonym specjalnie żeby zginąć w odpowiednim momencie? Może była chodowana jak prosiak, aby potem ją zerżnąć dla własnych korzyści? Miała tego dosyć. Zapragnęła być sama. Sama na świecie, w którym nie ma problemów, smutków i trosk. Przypomniała sobie, że jest na morzu. Może jak wsocze to się utopie?- pomyślała.
- Nie moge.- Po policzku spłynęła jej kropla wody. Potem jeszcze jedna na koszulkę. I zaczęło strasznie padać. To już właściwie nie deszcz, ale grad. Kulki spadały na jej ciało i na tratwę. Mgła zaczęła gasnąć, ale Percy wiąż mówił. Chciał ją przekonać, aby poszła na pewną śmierć. Tratwa przechyliła się niebezpiecznie. Lea cofnęła się o krok, ale polizgnęła się na kulce gradu, wywróciła się na Leo i razem wpadli do wody.
czwartek, 12 grudnia 2013
Rozdział VII
Zaczęła się walka.
Clarisse ruszyła do Lei przekonana, że ją uderzy, ale ktoś krzyknął z widowni:
- Uważaj, ta włócznia razi prądem! Nie pozwól jej się nim dotknąć!
Nie odwróciła wzroku od przeciwniczki, ale potaknęła na znak, że rozumie. Odwróciła się używając jej triku. Zaczęła iść w przeciwną stronę niż Clarisse. Wiedziała, że uderzy i się nie zawacha, ale się nabrała. Uderzyła, ale Lea była szybsza. Ukucnęła i nim Clarisse zdołała się odwrócić Lea walnęła ją w lewy bark. Dziewczyna wrzasnęła i obróciła się, ale jej już tam nie było. Stała po drugiej stronie i zrobiła to samo z prawym barkiem. Clarisse walnęła ją końcem włóczni. Dziewczyna upadła około 2 metry dalej odrzucona przez prąd , ponieważ był tak silny. Córka Aresa odwróciła się i postawiła nogę na katce piersiowej Lei uniemożliwiając jej wstanie. Na arenę wbiegł Percy krzycząc żeby wypuściła Leę, ale dziewczyna jeszcze bardziej przycisnęła ją do ziemi. Nagle Leą zawładnęła straszna złość. Nie wiadomo czemu ani jak po prostu nieprzenikniona złość i chęć do zabicia Clarissy.
- Poradze sobie! I złaź z areny!- ryknęła Lea! Percy cofnął się jakby był do tego zmuszony. Dziewczyna na ziemi kopnęła Clarisse w udo. Ta odskoczyła jak oparzona. Lea odturlała się, wstała i zerwała Błyskotke z szyi. W ręku rozbłysł jej pioruno- łuko- mieczo- trójząb. Córka Boga wojny spojrzała na broń i uśmiechnęła się krzywo. Lea zamieniła broń w Łuk cisnęła niespodziewanie strzałę. Wcelowała idealnie tam gdzie chciała. W ręke, w której rywalka trzymała włócznię. Do areny biegł Chejron krzycząc '' Dość tego '', ale Lea już go nie słuchała. Wokół areny zabłysło pole siłowe, zabraniające wejście lub wyjście z pola walki.
- Co cykor cie obleciał?- krzyknęła Lea do Clarisse. Błyskotka zmieniła się w Pioruna. Uderzyła ją tym razem piorunem. Grzmot tak poraził dziewczynę, że odrzuciło ją na 5 metrów do tyłu. Lea zamieniła Piorun w Trójząb wezwała wodę, która się natychmiast pojawiła i zalała półprzytomną przeciwniczkę. Zakrztusiła się. Podeszła do niej i Trójząb zmienił się w miecz. Postawiła nogę na brzuchu Clarisse. Uniosła miecz i obejrzała się po widowni. Wszyscy albo znieruchomieli ze strachu albo waliła w barierę i krzyczała : " Co ci odbiło'', ''Boże ona ją zabije'' itp. Lea wyglądała jakby walczyła sama ze sobą.
- Przectańcie albo ona zginie!- wrzasnęła głosem z jej snu. Percy nakazał im przestać dobijać się. Lea siłą woli puściła Clarisse zwolniła barierę wrzeszcząc żeby uciekała i zabrała jej broń, bo jeszcze kogoś zabije. Dziewczyna usłuchała i odbiegł. Resztkami woli Lea wznowiła barierę przez którą nawet ona nie mogła się przebić i krzyknęła '' Uciekajcie! I nie pozwólcie przebić się mu... to znaczy mi... nie mu eh nie pozwólcie nam się przebić przez pole siłowe''. Potem potwór owładnął ją całkowicie. Walił w bariere, płonął, niszczył ziemie pod nim i wołał do wszystkich którzy się nawinęli żeby go uwolnili. Gdy w końcu przestał zawołał '' Pożałujecie herosi'' i odszedł z ciała Lei. Bariera znikła. Ona upadła na ziemię, umierając. Do niej podbiegł... Leo i wziął ją w ramiona. Szepnął '' Dałaś radę. Brawo.'' I Lea zemdlała.
Nie śniło jej się nic prócz ciągłych scen z wypadku na arenie. Obudziła się w ciemnym pudle. Strasznie się przestraszyła, bo nienawidziła ciemnych, małych pomieszczeń. Zaczęła panikować. Kompletnie nie wiedziała co zrobić więc z paniki piszczała, krzyczała, wołała, waliła i kopała. Nic. Wiedziała, gdzie jest. Była w trumnie. A co jeśli już mnie zakopali i nikt mnie nie słyszy?- pomyślała.- Dobra myśl spokojnie... Oh mam telefon! Ale to i tak nic nie da bo nie znam numeru nikogo. Oprócz... przypomniała sobie młodą kobietę ze sklepu. Nazywała się Sally Jackson. To koleżanka taty. Zadzwonie do niej. Miejmy nadzieję, że Percy to jej syn. Okazało się, że pod ziemią jest całkiem dobry zasięg. Zadzwoniła i Sally odebrała. Ich rozmowa głównie wyglądała na tym, że Lea opowiedziała po krótce kobiecie a przy tym, i prosiła o pomoc. Mama Percy'ego obiecała, że zaraz zadzwoni do Annabeth która jako jedyna w całym obozie ma telefon. I się rozłączyła. Dziewczyna zaczęła szamotać się i jęczeć .
- Już po mnie- powiedziała sama do siebie.- Miło było Was wszystkich poznać. Aha i omal nie zapomniałam: Dzięki za zakopanie żywcem!- zaszlochała- Dobra spokojnie. Jeśli będe oddychała powoli i jeśli Sally naprawde zadzwoni do Annabeth, przeżyjesz. Nie wolno ci płakać! Apollo powiedział, że twoje łzy są wartościowsze od niego samego!
Krzyknęła do siebie. Po chwili była cała we krwistych łzach. NIE-pomyślała-MUSISZ BYĆ SILNA!
Zaczęła się uspokajać. Opanowała szloch i płytko oddychać, bo tlenu już zaczynało braknąć. Nagle coś co pojawiło się w trumnie przestraszyło ją nawet bardziej niż to, że się w niej znalazła. To był pająk. Coś czego nienawidziła bardziej od małych pomieszczeń. Stwór zaczął powoli iść po jej nodze. Do trumny wszedł jeszcze jeden i jeden. Zaczęła piszczeć jak opętana. Nawet głośniej niż potrafiła. Usłyszała tupanie, chyba powyżej i kopanie... psa? Skąd na obozie byłby pies. Ale Lea nie zwracała na to uwagi. Wciąż piszczała, choć nie miała już powietrza w płucach. Pająki wchodziły coraz wyżej i wyżej. Było ich coraz więcej. Wspinały się po jej brzuchu. Przed jej oczami pojawiła się mgła. Słyszała tylko jak ktoś otwiera trumne i czuła jak ktoś ją bierze w ramiona. Potem położył na mokrej trawie. Lea nie oddychała. Chłopak ( wiedziała po głosie, który wołał tak jakby z oddali ) coś krzyknął i zrobił jej sztuczne oddychanie. Wciągnęła powietrze w płuca i zakrztusiła się. Powoli otworzyła oczy. Zobaczyła nad sobą Percy'ego i Annabeth. Córka Ateny uśmiechnęła się z ulgi. Oczy miała czerwone i spuchnięte, płakała.
- Tak się ciesze, że żyjesz! Ale nie żyłaś twoje serce nie biło. To nie możliwe! I jak ty wyglądasz! Czemu jesteś cała we krwi?! Coś się stało?- przestraszyła się Annabeth.
- To nic. Tylko płakałam. - odpowiedziała, gdy nagle uświadomiła sobie, że nigdzie nie widzi Leo. - Gdzie on jest? Gdzie jest Leo?
- Emmmm...- zaczął Percy- On pojechał na Ogygię. Tam jest jego... dziewczyna, Calypso.
Leę zamroczyło. Wstała gwałtownie i zakręciło jej się w głowie. Pomyślała o Jean. Dziewczynie, którą uratowała i powiedziała, że zrobi dla niej wszystko. Pobiegła do domku Irys.
Clarisse ruszyła do Lei przekonana, że ją uderzy, ale ktoś krzyknął z widowni:
- Uważaj, ta włócznia razi prądem! Nie pozwól jej się nim dotknąć!
Nie odwróciła wzroku od przeciwniczki, ale potaknęła na znak, że rozumie. Odwróciła się używając jej triku. Zaczęła iść w przeciwną stronę niż Clarisse. Wiedziała, że uderzy i się nie zawacha, ale się nabrała. Uderzyła, ale Lea była szybsza. Ukucnęła i nim Clarisse zdołała się odwrócić Lea walnęła ją w lewy bark. Dziewczyna wrzasnęła i obróciła się, ale jej już tam nie było. Stała po drugiej stronie i zrobiła to samo z prawym barkiem. Clarisse walnęła ją końcem włóczni. Dziewczyna upadła około 2 metry dalej odrzucona przez prąd , ponieważ był tak silny. Córka Aresa odwróciła się i postawiła nogę na katce piersiowej Lei uniemożliwiając jej wstanie. Na arenę wbiegł Percy krzycząc żeby wypuściła Leę, ale dziewczyna jeszcze bardziej przycisnęła ją do ziemi. Nagle Leą zawładnęła straszna złość. Nie wiadomo czemu ani jak po prostu nieprzenikniona złość i chęć do zabicia Clarissy.
- Poradze sobie! I złaź z areny!- ryknęła Lea! Percy cofnął się jakby był do tego zmuszony. Dziewczyna na ziemi kopnęła Clarisse w udo. Ta odskoczyła jak oparzona. Lea odturlała się, wstała i zerwała Błyskotke z szyi. W ręku rozbłysł jej pioruno- łuko- mieczo- trójząb. Córka Boga wojny spojrzała na broń i uśmiechnęła się krzywo. Lea zamieniła broń w Łuk cisnęła niespodziewanie strzałę. Wcelowała idealnie tam gdzie chciała. W ręke, w której rywalka trzymała włócznię. Do areny biegł Chejron krzycząc '' Dość tego '', ale Lea już go nie słuchała. Wokół areny zabłysło pole siłowe, zabraniające wejście lub wyjście z pola walki.
- Co cykor cie obleciał?- krzyknęła Lea do Clarisse. Błyskotka zmieniła się w Pioruna. Uderzyła ją tym razem piorunem. Grzmot tak poraził dziewczynę, że odrzuciło ją na 5 metrów do tyłu. Lea zamieniła Piorun w Trójząb wezwała wodę, która się natychmiast pojawiła i zalała półprzytomną przeciwniczkę. Zakrztusiła się. Podeszła do niej i Trójząb zmienił się w miecz. Postawiła nogę na brzuchu Clarisse. Uniosła miecz i obejrzała się po widowni. Wszyscy albo znieruchomieli ze strachu albo waliła w barierę i krzyczała : " Co ci odbiło'', ''Boże ona ją zabije'' itp. Lea wyglądała jakby walczyła sama ze sobą.
- Przectańcie albo ona zginie!- wrzasnęła głosem z jej snu. Percy nakazał im przestać dobijać się. Lea siłą woli puściła Clarisse zwolniła barierę wrzeszcząc żeby uciekała i zabrała jej broń, bo jeszcze kogoś zabije. Dziewczyna usłuchała i odbiegł. Resztkami woli Lea wznowiła barierę przez którą nawet ona nie mogła się przebić i krzyknęła '' Uciekajcie! I nie pozwólcie przebić się mu... to znaczy mi... nie mu eh nie pozwólcie nam się przebić przez pole siłowe''. Potem potwór owładnął ją całkowicie. Walił w bariere, płonął, niszczył ziemie pod nim i wołał do wszystkich którzy się nawinęli żeby go uwolnili. Gdy w końcu przestał zawołał '' Pożałujecie herosi'' i odszedł z ciała Lei. Bariera znikła. Ona upadła na ziemię, umierając. Do niej podbiegł... Leo i wziął ją w ramiona. Szepnął '' Dałaś radę. Brawo.'' I Lea zemdlała.
Nie śniło jej się nic prócz ciągłych scen z wypadku na arenie. Obudziła się w ciemnym pudle. Strasznie się przestraszyła, bo nienawidziła ciemnych, małych pomieszczeń. Zaczęła panikować. Kompletnie nie wiedziała co zrobić więc z paniki piszczała, krzyczała, wołała, waliła i kopała. Nic. Wiedziała, gdzie jest. Była w trumnie. A co jeśli już mnie zakopali i nikt mnie nie słyszy?- pomyślała.- Dobra myśl spokojnie... Oh mam telefon! Ale to i tak nic nie da bo nie znam numeru nikogo. Oprócz... przypomniała sobie młodą kobietę ze sklepu. Nazywała się Sally Jackson. To koleżanka taty. Zadzwonie do niej. Miejmy nadzieję, że Percy to jej syn. Okazało się, że pod ziemią jest całkiem dobry zasięg. Zadzwoniła i Sally odebrała. Ich rozmowa głównie wyglądała na tym, że Lea opowiedziała po krótce kobiecie a przy tym, i prosiła o pomoc. Mama Percy'ego obiecała, że zaraz zadzwoni do Annabeth która jako jedyna w całym obozie ma telefon. I się rozłączyła. Dziewczyna zaczęła szamotać się i jęczeć .
- Już po mnie- powiedziała sama do siebie.- Miło było Was wszystkich poznać. Aha i omal nie zapomniałam: Dzięki za zakopanie żywcem!- zaszlochała- Dobra spokojnie. Jeśli będe oddychała powoli i jeśli Sally naprawde zadzwoni do Annabeth, przeżyjesz. Nie wolno ci płakać! Apollo powiedział, że twoje łzy są wartościowsze od niego samego!
Krzyknęła do siebie. Po chwili była cała we krwistych łzach. NIE-pomyślała-MUSISZ BYĆ SILNA!
Zaczęła się uspokajać. Opanowała szloch i płytko oddychać, bo tlenu już zaczynało braknąć. Nagle coś co pojawiło się w trumnie przestraszyło ją nawet bardziej niż to, że się w niej znalazła. To był pająk. Coś czego nienawidziła bardziej od małych pomieszczeń. Stwór zaczął powoli iść po jej nodze. Do trumny wszedł jeszcze jeden i jeden. Zaczęła piszczeć jak opętana. Nawet głośniej niż potrafiła. Usłyszała tupanie, chyba powyżej i kopanie... psa? Skąd na obozie byłby pies. Ale Lea nie zwracała na to uwagi. Wciąż piszczała, choć nie miała już powietrza w płucach. Pająki wchodziły coraz wyżej i wyżej. Było ich coraz więcej. Wspinały się po jej brzuchu. Przed jej oczami pojawiła się mgła. Słyszała tylko jak ktoś otwiera trumne i czuła jak ktoś ją bierze w ramiona. Potem położył na mokrej trawie. Lea nie oddychała. Chłopak ( wiedziała po głosie, który wołał tak jakby z oddali ) coś krzyknął i zrobił jej sztuczne oddychanie. Wciągnęła powietrze w płuca i zakrztusiła się. Powoli otworzyła oczy. Zobaczyła nad sobą Percy'ego i Annabeth. Córka Ateny uśmiechnęła się z ulgi. Oczy miała czerwone i spuchnięte, płakała.
- Tak się ciesze, że żyjesz! Ale nie żyłaś twoje serce nie biło. To nie możliwe! I jak ty wyglądasz! Czemu jesteś cała we krwi?! Coś się stało?- przestraszyła się Annabeth.
- To nic. Tylko płakałam. - odpowiedziała, gdy nagle uświadomiła sobie, że nigdzie nie widzi Leo. - Gdzie on jest? Gdzie jest Leo?
- Emmmm...- zaczął Percy- On pojechał na Ogygię. Tam jest jego... dziewczyna, Calypso.
Leę zamroczyło. Wstała gwałtownie i zakręciło jej się w głowie. Pomyślała o Jean. Dziewczynie, którą uratowała i powiedziała, że zrobi dla niej wszystko. Pobiegła do domku Irys.
środa, 11 grudnia 2013
Rodział VI
Tym chłopakiem był Leo.
Herosi, którzy byli gotowi do walki z dzikim zwierzęciem podeszli. Jakaś dziewczyna od Afrodyty krzyknęła, podbiegła i wrzasnęła na Leę:
- Coś ty zrobiła?!
- Nic.... to znaczy ........ ja nie chciałam ........ niewiem jak to się stało.- zaszlochała Lea.
Nagle do głowy przyszedł jej pomysł. Może i był nie możliwy, ale warto spróbować- pomyślała.
- Odsuń się - powiedziała do brązowowłosej dziewczyny.
- Nie - krzyknęła, ale w pore zabrał ją jakiś blondyn. Zaczęła się szarpać, ale ją uspokoił. Lea skupiła się. Powiedziała w myślach do Apolla: '' Uzdrów Go Apollinie. Błagam Cię. Chcę, aby był zdowy. Jeśli Wam tak na mnie zależy, choć nie wiem czemu, uzdrów go, aby był cały i zdrowy. Proszę.'' Nic się nie wydarzyło. '' Proszę'' - powtórzyła. Gdy już prawie straciła nadzieję, znikąd świało słoneczne padło na Leo. Oczywiście było już ciemno, ale Lea nie zwracała na to uwagi, po prostu chciała, aby Leo był cały i zdrowy, bo to jej wina. Z nieba spadł przystojny blondyn. Spojrzał na Leo i dotknął palcem jego czoło. W chłopaka tchnęło życie. Odetchnął, a Lei spadł kamień z serca. Uścisnęła go i pocałowała z ulgi, że żyje. Potem puściła go i wstała, gdy Leo nie mógł się otrząsnąć jeszcze z tego, że przed chwilą był martwy i z tego, że dziewczyna go pocałowała. Lea zwróciła się do uzdrowiciela.
- Dziękuje Apollo- powiedziała cicho, podbiegła i obieła go.- Dziękuje.
Bóg troche zdziwiony, że dziewczyna go przytuliła odpowiedział:
- Nie ma sprawy.- uścisnął ją - ale pamiętaj. Nigdy nie płacz, nawet jeśli ktoś umrze, bo twoje łzy nie są warte nawet mnie, rozumiesz?
Przytaknęła, choć nie bardzo wiedziała co odpowiedzieć. Michael Yew, Lee Fletcher i Will Solace z domku Apollina podbiegli do Boga. Oniemieli, gdy zobczyli Leę ciskającą w ramionach ich ojca. Puścili się i Apollo jeszcze raz do niej powiedział:
- Pamiętaj co Ci powiedziałem Leo Omorfio. Twoje nazwisko określa ciebie, dziecko. Nie bez powodu Ci je dano.- mrugnął do Lei, potem spojrzał na swoich synów- Witajcie chłopcy.
I rozpłynął się w białej mgle.
- Jak ty to zrobiłaś?!- spytał Michael- my od wieków wzywamy go i nie przychodzi. Co mu powiedziałaś?
- Po prostu poprosiłam o pomoc. Cała filozofia.-zirytowała się i znów podeszła do Leo.-Żyjesz?
- Chyba tak. A więc jednak udało mi się. Zatrzymałem cie- odchrypnął.
- Tak, jesteś bohaterem.- odparła. Leo wytarł jej krwawą łzę z oka. Ona go przytuliła i pomogła wstać.
- Więc zrezygnujesz dla mnie z walki z Clarisse, tak?- zapytał. Lea osłupiała i usiadła prosto jakby połknęła kij od szczotki. W uszach zaszumiała krew. Spojrzała się na niego takim dzikim wzrokiem, że kilku innych obozowiczów cofnęło się gwałtownie. Zbliżyła swoją twarz do twarzy Leo tak blisko, że czuła jego płytki oddech.
- Jeśli uważasz, że zrezygnuje dla takiego idioty, który walczy z dzikim wilkiem zabijając się przy tym to się grubo mylisz- sykneła i odeszła. Potem słyszała jak Percy pomaga mu wstać, krzyk bólu, który nie wątpliwie należał do Leo i cisze, gdyż przemieniła się w wilka i była już w lesie. Biegła wciąż w głąb i coraz dalej od jakich kolwiek dźwięków. Gdy była już bardzo daleko od ogniska i tymbardziej obozowiczów z powrotem zmieniła się w dziewczynę i usiadła. Oczy same jej się w końcu zamknęły. To co zobczyła we śnie wcale jej nie zachwyciło. Znów te zame obrazy, płonące samochody, mase ludzi leżących bezwładnie na ulicy i więcej krwi niż w życiu widziała. '' Zostało ci 4 dni, a ty nawet nie wyruszyłaś'' - powiedział ten sam okropny głos- '' Myślałem, że ci bardziej zależy na bliskich. I ten Leo Valdez. On też stał ci się bliski, prawda?- zarechotał- '' Myślę, że nie byłoby przyjemnie gdybyś zobaczyła jego bezwładne ciało nie ucieszyłabyś się''
- Nie waż się go tknąć!- krzyknęła. - A jeśli kogokolwiek ruszysz to pożałujesz!
'' Ojojoj małutka Lea mi grozi! Ależ się boję! Po prostu drżę ze strachu! A jeśli spróbujesz.....''
Nie do kończył. Sen spowiła mgła. Ktoś ją szturchał. Gdy otworzyła oczy zobaczyła zieloną ( tak, dołownie zieloną ) dziewczynę. Szturchała ją wołając '' Obudź się, za chwilę musisz się stawić na arenie''. Wstała szybko. Przetarła oczy i zobaczyła, że dziewczyna ma na sobie sukienkę z.... płatków kwiatów?
- Choć ze mną, jestem Kalina, pomogę Ci się przygotować do wlki z Clarisse.- powiedziała.
- Jesteś driadą, tak?- zapytała. Dziewczyna zarumieniła się, pokiwała głową i pchnęła niej do strumyka obok, którego wcześniej nie widziała.
- Umyj się. Znalazłam coś w lesie i uprałam. - powiadomiła i pokazała starte długi dżinsy i białą obcisłą koszulkę. Przytaknęła i podziękowała.- Wiesz nie ma sprawy. Chcę żeby ktoś w końcu pokazał Clarisse gdzie jej miejsce. Wszystkimi pomiata i obraża. To nie jest wcale zabawne. Szybko się umyła,stanęła w nowych ciuchach i związała włosy w kucyk choć prawie tego nie robi. - Jesteś gotowa - I dała mi coś w podobie Pioruna. Tylko, że miało trójząb na końcu, można go było używać jako łuku ( bo Kalina pokazała ) i mógł być jak miecz.
- Broń Zeusa, Posejdona, Artemida i Ares. Połączenie ich wszystkich broni. Sam Hefajstos go wykuł na polecenie Bogów. Jest prwadoodobnie drugą, a może i nawet najpotężniejszą bronią na świecie. - uśmiechnęła się. - Dla ciebie.
Wzięła nie pewnie broń do ręki.
- Aha no i oczywiście zapomniałam o tym, że zawsze do ciebie wróci. Jakbyś ją gdzieś upuściła lub zagubiła. Coś jak Orkan Percy'ego.- wspomniała.- Aha i to jest wspaniałe!
Krzyknęła i nacisnęła lekkie zagłębienie na końcu. Piorun natychmiast zmienił się w złoty naszyjnik z wisiorkiem tej samej broni.
- Jeśli chcesz znów go przywrócić do broni po prostu go zerwij. Nazwyałam go Błyskotka, ale ty nazwij go jak chcesz. - Kalina zarumieniła się lekko.
- Błyskotka to wspaniałe imię od wspaniałej dziewczyny.Jeszcze raz dziękuje. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła- rzekła Lea i uścisnęła ją.
- Powodzenia. - Driada spojrzała w słońce. - O Bogowie! Biegnij, bo się spóźnisz.
Jeszcze raz ją uścisnęła i pobiegła w stronę areny. Nie łatwo tam trafić, ale Lea nie miała problemu. Spojrzała na środek areny. Stała tam Clarisse z włócznią, a wokół niej jej bracia, siostry i chłopak, który nie wiedziała skąd nazywał się Chris Roudrigez. Prawdopodobnie naśmiewali się z niej jaka ona głupia i pewnie stchórzy. Zobaczyła też obok areny Leo, Percy'ego, Annabeth, Kaline, jakiegoś satyra, dziewczyne, która na nią krzyczała, chłopaka który ją powstrzymał i jeszcze reszte obozu. Podeszła bliżej i wtedy wszyscy kierowali wzroki na nią, nawet Clarisse, która źle ją przedrzeźniała przerwała i spojrzała na nią ze zdziwieniem.
- Oho oto nasza mała dziewczynka! Boisz się?! Hahaha, zobaczymy, ale pamiętaj: Nie okaże ci litości.- spojrzała na nią groźnie. Lea nie była bojaźliwą dziewczyną więc się nie przestraszyła.
- Ze wzajemnością La Rue! Uważaj na siebie i powodzenia, bo przyda ci sie- odparła. Córka Aresa buchnęła śmiechem. Lea weszła na arenę. Spojrzała na Leo, a ponieważ spostrzegła, że się na nią patrzy odwróciła wrok.
- Ojej masz nowy wisorek! - stwierdziła Clarisse z udawanym zaskoczeniem- Od nowego chłopaka? - Spojrzała na Leo, który spuścił wzrok. Lea nie myślała już o nim kompletnie:
- Nie. Dostałam go od Bogów i nazywa się Błyskotka- spojrzała na Kalinę ktróra uśmiechnęła się i na twarzy wpełzy jej rumieńce. Clarisse prawdopodobnie nie uwierzyła i zaśmiała się. Potem uśmiech spezł jej z twarzy. Zaczęła się walka.
Herosi, którzy byli gotowi do walki z dzikim zwierzęciem podeszli. Jakaś dziewczyna od Afrodyty krzyknęła, podbiegła i wrzasnęła na Leę:
- Coś ty zrobiła?!
- Nic.... to znaczy ........ ja nie chciałam ........ niewiem jak to się stało.- zaszlochała Lea.
Nagle do głowy przyszedł jej pomysł. Może i był nie możliwy, ale warto spróbować- pomyślała.
- Odsuń się - powiedziała do brązowowłosej dziewczyny.
- Nie - krzyknęła, ale w pore zabrał ją jakiś blondyn. Zaczęła się szarpać, ale ją uspokoił. Lea skupiła się. Powiedziała w myślach do Apolla: '' Uzdrów Go Apollinie. Błagam Cię. Chcę, aby był zdowy. Jeśli Wam tak na mnie zależy, choć nie wiem czemu, uzdrów go, aby był cały i zdrowy. Proszę.'' Nic się nie wydarzyło. '' Proszę'' - powtórzyła. Gdy już prawie straciła nadzieję, znikąd świało słoneczne padło na Leo. Oczywiście było już ciemno, ale Lea nie zwracała na to uwagi, po prostu chciała, aby Leo był cały i zdrowy, bo to jej wina. Z nieba spadł przystojny blondyn. Spojrzał na Leo i dotknął palcem jego czoło. W chłopaka tchnęło życie. Odetchnął, a Lei spadł kamień z serca. Uścisnęła go i pocałowała z ulgi, że żyje. Potem puściła go i wstała, gdy Leo nie mógł się otrząsnąć jeszcze z tego, że przed chwilą był martwy i z tego, że dziewczyna go pocałowała. Lea zwróciła się do uzdrowiciela.
- Dziękuje Apollo- powiedziała cicho, podbiegła i obieła go.- Dziękuje.
Bóg troche zdziwiony, że dziewczyna go przytuliła odpowiedział:
- Nie ma sprawy.- uścisnął ją - ale pamiętaj. Nigdy nie płacz, nawet jeśli ktoś umrze, bo twoje łzy nie są warte nawet mnie, rozumiesz?
Przytaknęła, choć nie bardzo wiedziała co odpowiedzieć. Michael Yew, Lee Fletcher i Will Solace z domku Apollina podbiegli do Boga. Oniemieli, gdy zobczyli Leę ciskającą w ramionach ich ojca. Puścili się i Apollo jeszcze raz do niej powiedział:
- Pamiętaj co Ci powiedziałem Leo Omorfio. Twoje nazwisko określa ciebie, dziecko. Nie bez powodu Ci je dano.- mrugnął do Lei, potem spojrzał na swoich synów- Witajcie chłopcy.
I rozpłynął się w białej mgle.
- Jak ty to zrobiłaś?!- spytał Michael- my od wieków wzywamy go i nie przychodzi. Co mu powiedziałaś?
- Po prostu poprosiłam o pomoc. Cała filozofia.-zirytowała się i znów podeszła do Leo.-Żyjesz?
- Chyba tak. A więc jednak udało mi się. Zatrzymałem cie- odchrypnął.
- Tak, jesteś bohaterem.- odparła. Leo wytarł jej krwawą łzę z oka. Ona go przytuliła i pomogła wstać.
- Więc zrezygnujesz dla mnie z walki z Clarisse, tak?- zapytał. Lea osłupiała i usiadła prosto jakby połknęła kij od szczotki. W uszach zaszumiała krew. Spojrzała się na niego takim dzikim wzrokiem, że kilku innych obozowiczów cofnęło się gwałtownie. Zbliżyła swoją twarz do twarzy Leo tak blisko, że czuła jego płytki oddech.
- Jeśli uważasz, że zrezygnuje dla takiego idioty, który walczy z dzikim wilkiem zabijając się przy tym to się grubo mylisz- sykneła i odeszła. Potem słyszała jak Percy pomaga mu wstać, krzyk bólu, który nie wątpliwie należał do Leo i cisze, gdyż przemieniła się w wilka i była już w lesie. Biegła wciąż w głąb i coraz dalej od jakich kolwiek dźwięków. Gdy była już bardzo daleko od ogniska i tymbardziej obozowiczów z powrotem zmieniła się w dziewczynę i usiadła. Oczy same jej się w końcu zamknęły. To co zobczyła we śnie wcale jej nie zachwyciło. Znów te zame obrazy, płonące samochody, mase ludzi leżących bezwładnie na ulicy i więcej krwi niż w życiu widziała. '' Zostało ci 4 dni, a ty nawet nie wyruszyłaś'' - powiedział ten sam okropny głos- '' Myślałem, że ci bardziej zależy na bliskich. I ten Leo Valdez. On też stał ci się bliski, prawda?- zarechotał- '' Myślę, że nie byłoby przyjemnie gdybyś zobaczyła jego bezwładne ciało nie ucieszyłabyś się''
- Nie waż się go tknąć!- krzyknęła. - A jeśli kogokolwiek ruszysz to pożałujesz!
'' Ojojoj małutka Lea mi grozi! Ależ się boję! Po prostu drżę ze strachu! A jeśli spróbujesz.....''
Nie do kończył. Sen spowiła mgła. Ktoś ją szturchał. Gdy otworzyła oczy zobaczyła zieloną ( tak, dołownie zieloną ) dziewczynę. Szturchała ją wołając '' Obudź się, za chwilę musisz się stawić na arenie''. Wstała szybko. Przetarła oczy i zobaczyła, że dziewczyna ma na sobie sukienkę z.... płatków kwiatów?
- Choć ze mną, jestem Kalina, pomogę Ci się przygotować do wlki z Clarisse.- powiedziała.
- Jesteś driadą, tak?- zapytała. Dziewczyna zarumieniła się, pokiwała głową i pchnęła niej do strumyka obok, którego wcześniej nie widziała.
- Umyj się. Znalazłam coś w lesie i uprałam. - powiadomiła i pokazała starte długi dżinsy i białą obcisłą koszulkę. Przytaknęła i podziękowała.- Wiesz nie ma sprawy. Chcę żeby ktoś w końcu pokazał Clarisse gdzie jej miejsce. Wszystkimi pomiata i obraża. To nie jest wcale zabawne. Szybko się umyła,stanęła w nowych ciuchach i związała włosy w kucyk choć prawie tego nie robi. - Jesteś gotowa - I dała mi coś w podobie Pioruna. Tylko, że miało trójząb na końcu, można go było używać jako łuku ( bo Kalina pokazała ) i mógł być jak miecz.
- Broń Zeusa, Posejdona, Artemida i Ares. Połączenie ich wszystkich broni. Sam Hefajstos go wykuł na polecenie Bogów. Jest prwadoodobnie drugą, a może i nawet najpotężniejszą bronią na świecie. - uśmiechnęła się. - Dla ciebie.
Wzięła nie pewnie broń do ręki.
- Aha no i oczywiście zapomniałam o tym, że zawsze do ciebie wróci. Jakbyś ją gdzieś upuściła lub zagubiła. Coś jak Orkan Percy'ego.- wspomniała.- Aha i to jest wspaniałe!
Krzyknęła i nacisnęła lekkie zagłębienie na końcu. Piorun natychmiast zmienił się w złoty naszyjnik z wisiorkiem tej samej broni.
- Jeśli chcesz znów go przywrócić do broni po prostu go zerwij. Nazwyałam go Błyskotka, ale ty nazwij go jak chcesz. - Kalina zarumieniła się lekko.
- Błyskotka to wspaniałe imię od wspaniałej dziewczyny.Jeszcze raz dziękuje. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła- rzekła Lea i uścisnęła ją.
- Powodzenia. - Driada spojrzała w słońce. - O Bogowie! Biegnij, bo się spóźnisz.
Jeszcze raz ją uścisnęła i pobiegła w stronę areny. Nie łatwo tam trafić, ale Lea nie miała problemu. Spojrzała na środek areny. Stała tam Clarisse z włócznią, a wokół niej jej bracia, siostry i chłopak, który nie wiedziała skąd nazywał się Chris Roudrigez. Prawdopodobnie naśmiewali się z niej jaka ona głupia i pewnie stchórzy. Zobaczyła też obok areny Leo, Percy'ego, Annabeth, Kaline, jakiegoś satyra, dziewczyne, która na nią krzyczała, chłopaka który ją powstrzymał i jeszcze reszte obozu. Podeszła bliżej i wtedy wszyscy kierowali wzroki na nią, nawet Clarisse, która źle ją przedrzeźniała przerwała i spojrzała na nią ze zdziwieniem.
- Oho oto nasza mała dziewczynka! Boisz się?! Hahaha, zobaczymy, ale pamiętaj: Nie okaże ci litości.- spojrzała na nią groźnie. Lea nie była bojaźliwą dziewczyną więc się nie przestraszyła.
- Ze wzajemnością La Rue! Uważaj na siebie i powodzenia, bo przyda ci sie- odparła. Córka Aresa buchnęła śmiechem. Lea weszła na arenę. Spojrzała na Leo, a ponieważ spostrzegła, że się na nią patrzy odwróciła wrok.
- Ojej masz nowy wisorek! - stwierdziła Clarisse z udawanym zaskoczeniem- Od nowego chłopaka? - Spojrzała na Leo, który spuścił wzrok. Lea nie myślała już o nim kompletnie:
- Nie. Dostałam go od Bogów i nazywa się Błyskotka- spojrzała na Kalinę ktróra uśmiechnęła się i na twarzy wpełzy jej rumieńce. Clarisse prawdopodobnie nie uwierzyła i zaśmiała się. Potem uśmiech spezł jej z twarzy. Zaczęła się walka.
wtorek, 10 grudnia 2013
Rozdział V
Był ogromny i żylasty. Na głowie miał dwa wielkie zakręcone rogi. Jego oczy były małe i czerwony. Patrzył na nią tak zawistną miną, że Lea przestraszyła się, jakby naprawde mu coś okropnego zrobiła. Zaszarżował. Już, gdy miał przebić jej bok odskoczyła. Potem stało się coś dziwnego. Najpierw minotaur przygotował się do kolejnego ataku, a potem jego twarz pojaśniałą. Nie zaraz... nie twarz tylko coś między nimi zaczęło migotać. Nagle przed nią pojawił się srebrny łuk i coś co wyglądało na piorun. W oczych półbyka pojawiło się przerażenie. Lea uniosła ręke, aby wziąść łuk, a ten jakby przyciągany siłą magnetyczną wpadł jej do ręki. Nie ma już odwrotu- pomyślała i nagle ją olśniło. To był Łuk Artemidy i Piorun Piorunów Zeusa, ale dlaczego jej to dali? Dlaczego ocalili jej życie? W mitologii czytała, że Bogowie Greccy nie kontaktowali się ze swoimi półboskimi dziećmi, a z nią nie tylko się kontaktowali, ale też pożyczali broń. Uniosła łuk i strzała sama się pojawiła. Wycelowała i puściła grot. Strzeliła między oczy minotaurowi. Celowała na oślep, a jednak trafiła. Czuła się jakby robiła to od urodzenia. Podem puściła łuk i sięgneła po Piorun Zeusa. Był niewiarygodnie lekki. Jak wata cukrowa uformowana w podłużny kształt. Czuła mrowienie w miejscu, w którym dotykała grom. Pomyślała, aby piorun trafił w minotaura. I tak się stało. Najpierw piorun uderzył w potwora, potem zagrzmiał grzmot i stwór się rozpadł w szary proch, a potem Lea usłyszała pisk dziewczyny. Zobaczyła, że podbiega do niej ta dziewczyna, którą uratowała, a za nią biegła połowa obozu z mieczami, włóczniami i łukami.
- O Bogowie! Zabiłaś go! Dziękuje! Masz u mnie dług, zrobie co zechcesz, serio.- zaczęła dziewczyna- Tak wogóle to mam na imię Jean, córka Irys. A ty jesteś już okre.... Na Zeusa i innych Bogów, czy to Piorun Piorunów?! A ten łuk czy to nie łuk Artemidy?!- krzyknęła z zachwytu Jean. Reszta grupy już doszła i oczywiście, gdy tylko zobaczyli broń Bogów zaczął się haos. Wszyscy pytali co tu zaszło, skąd ta broń Bogów itd. Lea wzięła do ręki Piorun Zeusa. Inni krzykneli, a ktoś z tyłu wrzasnął:
- Powinna już nie żyć! Piorun Piorunów powinien ją spalić!
Zirytowała się. Skoro oni zawsze mają takie nastawienie to może niech idą do domków, schowają się pod łóżka i nie wychodzą- pomyślała Lea. Przez tłum przecisnął się Percy i Leo.
- Co tu się stało?!- krzyknęli jednocześnie.
- Aa..... Ja...... chciałam ...... nie ....... to znaczy..... - wydukła Lea.
- Aha to dużo się dowiedzieliśmy- stwierdził Percy - A czy ktoś inny może wytłumaczyć co się stało?
Wtedy Jean wyszła na przód i opowidziała wszystko z lekkimi ubarwieniami typu: A kiedy Lea przybiegła mi na ratunek minotaur się tak wystraszył, że prawie uciekł i gdy zaatakował Lea skoczyła na jego plecy i zaczęła go ujeżdżać. Gdy skończyła wszyscy wpatrywali się w Leę, która wciąż trzymała Piorun Piorunów. Myślała, że zaraz zemdleje. Nie lubiła, gdy tak wszyscy się patrzyli na nią. W końcu Leo odezwał się pierwszy
- Łał, nie dość, że ślicznotka to jeszcze umie się bić lepiej od większości z tu obecnych.
Clarisse, która była tu właśnie obecna tak się zezłościła, że zrobiła się czerwona. Przepchnęła się przez tłum i krzyknęła:
- Jeśli tak uważacie to wyzywam ją na pojedynek!
Zawrzało. Ludzie zaczęli mówić, że Clarisse zdmuchnie ją z powierzchni Ziemi. I to ją najbardziej zezłościło i sprowokowało do powiedzenia ''Zgadzam się''. Wszyscy ucichli.
- Jutro w południe na arenie. Jeśli stchurzysz wszyscy się dowiedzą. I pamiętaj: Uważaj Omorfia. Jeszcze nie masz Boskiego rodzica więc nie możesz się na nim podeprzeć. Zmiażdże cie!- krzyknęła z podłym uśmiechem na twarzy i odeszła.
- Słuchaj nie możesz tego zrobić! Ona Cie pokona! - oburzył się Percy.
- Nie! Nie wycofam się tylko dla tego, że ludzie uważają, że mnie zmiażdży! Nie chce w ogóle o tym słyszeć!- warknęła Lea i odeszła zanim zmieniła zdanie. Na ognisko się spóźniła, bo musiała uprać i wysuszyć ślad po bestii. Gdy podeszła wszyscy wpatrzeni w ognisko i śpiewający pioseniki przerwali i spojrzeli na nią. To źle, bardzo źle. Rozmawiali o mnie. To akurat wiem. I najwidoczniej wszyscy już wiedzą o mojej walce jutro z Clarisse. Wszyscy przyjdą- pomyślała zrozpaczona Lea. Usiadła obok Percy'ego i Annabeth, kiedy ktoś z domku prawdopodobnie Aresa krzyknął:
- Jak zginiesz będe mogła twoje ubranie? Jest całkiem spoko... na spalenie ją.
Inni parsknęli śmiechem. Ktoś inny krzyknął:
- Po co czekać ,niech teraz ją zdejmie, będzie więcej zabawy.
Lea zaczerwieniła się i schowała bardziej w głąb ludzi. Lecz kryjówka nie podziałała za długo. Jakiś chłopak pchnął ją w strone ogniska. Lea straciła równowagę i... wpadła w ognisko. Wszyscy krzyknęli. Lecz ona nie czuła gorąca. Czuła po prostu ciepło dochodzące z płomieni.
- Nie no to już przesada! Nie dość, że może trzymać sobie najpotężniejszą broń na Świecie to jeszcze jest odporna na ogień! - wrzasnął ktoś z tyłu. Hejron spojrzał dookoła i spostrzegł, że wszyscy się gapią w niego i w Leę.
- Choć panno Omorfio. Musimy porozmawiać.
Dziewczyna pośpieszyła za nim, a inni odprowadzali ich wzrokiem.
- To niemożliwe, że jesteś odporna na ogień, władasz wodą i trzymasz sobie Piorun Zeusa jakby był zabawką!- zatrzymał się w końcu i Lea prawie wpadła w jego koński zad. Odwrócił się i dostrzegła w jego wzroku gniew i zdziwienie.- Słyszałem też, że stajesz jutro do walki z Clarisse. To szaleństwo, dziecko!
- Jeśli przyszłam tu za panem, żeby słuchać kazań to dziękuje bardzo wracam do...- nie dokńczyła.
- Właśnie, nie masz gdzie wracać. Jeśli wrócisz do domu potwory po ciebie przyjdą. Jeśli wrócisz na ognisko wszyscy będą trwali w napięciu póki tam jesteś. Zrozum Lea, jesteś niebezpieczna i boją się ciebie.
Lea zawarczała. Wyobraziła sobie, że staje się wilkiem. Nagle przed Chejronem stanął biały wilk. Spojrzał w oczy centaurowi i odbiegł. Chejron po chwili się ocknął i ruszył za nią w pogoń. Wilk, a raczej wilczyca biegła w stronę ogniska.
- Łapcie ją! Nie pozwólcie jej uciec! Ten wilk to Lea!- zawołał w stronę ogniska.
Wszyscy spojrzeli na niego jak na wariata. Potem zobaczyli białe zwierze pędzące w strone ognia. Rozpierzchli się na wszystkie strony. Lea biegła w strone ogniska nie bacząc na ostre bronie obozowiczów biegnących w jej strone. Gdy już miała wskoczyć w ogień jakiś chłopak skoczył na nią z boku i zepchnął ją z toru, na którym na końcu miała spłonąć. Zaczęła się szamotanina. Wilczyca, czyli Lea drapała go z całych sił. Ten mimo obrażeń ani na chwilę nie zszedł z niej. Próbowała się wyrwać, zepchnąć go- nic to nie dało prócz tego, że chłopak jeszcze mocniej ścisnął jej łapy. Gdy w końcu poddała się i zmieniła w człowieka. Chłopak upadł obok niej. Lea odetchnęła i zakrztusiła się. Podniosła się i przykucnęła przy chłopaku. Gdy zobaczyła kto to jest zaczeła płakać. Czerwone łzy spływały jej na koszulkę i uda. Jednak nie zwarzała na to, że się pobrudzi. Nawet na to, że jej łzy to.... krew. Płakała, bo chłopak przestał oddychać. Tym chłopakiem był Leo.
poniedziałek, 9 grudnia 2013
Rodział IV
Percy i jakiś facet na koniu wtargnęli na strych właśnie wtedy, gdy Lea wrzasnęła ze zgrozy.
Chłopak podbiegł do niej i złapał zanim upadła i zemdlała.
Obudziła się na tej samej kanapie co wcześniej. Usłyszała głosy te same co wtedy gdy wchodziła na strych. Jednym z mężczyzn był Percy, a drugim ten facet na koniu.
- To niemożliwe. Przecież Rachel jest nową wyrocznią! A ta stara mumia już nie powinna działać!- to był głos Percy'ego. Krzyczał prawdopodobnie na tego drugiego.
-Wiem. Też uważam, że ta sytułacja powinna się nie wydarzyć. Eleanora źle to zniosła.
-No tak, ale fakt, że mogła zginąć.....- przerwał- Zaraz, kto?!
-Eleanora Omorfia. Ta dziewczyna, która po raz kolejny leży tutaj. Kolejna dawka ambrozji i nektaru może ją zabić!
- Chejronie ta dziewczyna ma na imię Lea Smith.- oburzył się Percy.
- Tak ci powiedziała?- spytał z lekkim rozbawieniem typ imieniem Chejron. Zaraz, zaraz TEN Chejron?! Ten, który jest centaurem?! Ten który uczył Heralkesa?! Oh mój boże!- pomyślała gorączkowo Lea- I z kąd on zna jej prawdziwe imię?- To chyba wprowadziła cię w błąd chłopcze.
- O Bogowie! Wtedy na przejściu! Mogłem ją zatrzymać, powstrzymać!
- Nie mogłeś Percy. To co się zdarzyło już się nie odstanie.- stwierdził centaur.- A jeśli chcesz wiedzieć to.....
Nie dokończył, bo właśnie do domu wpadła jakaś blondynka.
- Co się stało?! Percy jesteś cały? Nic Wam się nie stało?- spytała zdyszana dziewczyna.
- Annabeth spokojnie. Nic nam się nie stało. Tylko znaleźliśmy dziewczyne, heroskę. Zabiła mantikorę...- powiedział Percy.
- No już później jej to opowiesz. - odparł Chejron - w każdym razie Eleanor zabiła mantikore i została bardzo ciężko poraniona w brzuch. Potem weszła na górę i była wyrocznia delficka powiedziała jej przepowiednie.
- To nie możliwe...- stwierdziła dziewczyna imieniem Annabeth.- Przecież Rachel jest wyrocznią delficką! Gdzie ona jest?
Percy wskazał na kanapę. Annabeth szybko podeszła do Lei. Sprawdziła jej temperature ręką.
- Nie ma gorączki.- stwierdziła. Lea udała, że się budzi. Spojrzała, że wszyscy stoją wokół niej.
- Co się stało? - spytała, bo zauważyła, że wszyscy się jej przyglądali. Nikt nie odpowiedział. Po krótkiej chwili Chejron powiedział:
- Wieczorem jest ognisko. Możesz się tu umyć. Annabeth mogła byś dać Lei jakąś koszulkę i spodnie?- Dziewczyna spojrzała na nią potem na niego, a potem znowu na nią.
- Tak.- mruknęła- Chodź.- powiedziała do niej i poszła do drzwi. Lea poszła za nią, ale musiała prawie truchtać, aby zrównać z nią tępa.
- Jestem Annabeth Chase, córka Ateny. - poinformowała dziewczyna- Ty jeszcze nie jesteś określona. Dziś jest ognisko, więc prawdopodobnie będziesz wtedy zostaniesz uznana. W takim sensie,że masz jednego śmiertelnego rodzica, a jednego boskiego. Wiesz Afrodyta, Atena, Hermes itd. A ponieważ ty masz śmiertelnego ojca to znaczy, że twój boki rodzic to Bogini, rozumiesz?
Przytaknęła. Oczywiście, że wiedziałam! Przecież znam całą mitologię, w sensie całą prawdę.- pomyślała. Poszła za Annabeth do jej domku. Domku Ateny. Był niewiarygodny. Ale w środku i tak był bardziej niesamowity. Wielki ekran, mnóstwo regałów z książkami i łóżka. Nikogo nie był w domku.
- Są na zajęciach przed kolacją. Walka poprawia im apetyt.- wyjaśniła Annabeth i wyjęła ze swojej skrzyni taką samą bluzkę jaką miała na sobie: pomarańczowa koszulka z napisem CHB i stare podarte dżinsy.
- Przepraszam za ich stan. Są troche zniszczone i myślę, że będą troche za duże, ale lepsze to niż nic.- Uśmiechnęła się i wskazała łazienkę- Tam możesz się przebrać i umyć. Ale pośpiesz się, bo za 5 minut kolacja.
Lea popatrzyła na ciuchy, które podarowała jej Annabeth. Wzięła je i poszła do łazienki, bo jaki miał wybór. Jej ubranie było brudne, podarte i śmierdzące.
- Ty idź jak chcesz ja Cię za chwile dogonie- stwierdziła Lea. Tak naprawdę nie była głodna. Wciąż było jej troche nie dobrze i nie miała ochoty jeść. Córka Ateny przytaknęła i zostawiła ją samą w domku. Lea jeszcze raz popatrzyła na ubranie. Trzeba coś tu zmienić- pomyślała.
Wzięła nożyczki, które leżały na szafce nocnej jakieś dziewczyny. Zaczęła ciąć i bluzkę i dżinsy. Po krótkiej chwili odłożyła nożyczki i spojrzała na swoje dzieło. Długie spodnie zmieniły się nagle w krótki spodenki postrzępione na końcach nogawek. Bluzkę mocno skróciła tak, że koniec był trochę ponad pępkiem. W innym razie wyglądało by to na sukienkę. Rękawy też lekko skróciła. Ale głównie zajęła się dziurami w nich. Lea zrobiła dwie wąskie szpary idące od łokcia ( gdzie zaczynał się rękaw ) do ramienia. W połowie przyszyła złoty guzik. Oczywiście zwęższyła rękawy i na tłowiu, aby była bardziej obcisła. Gdy skończyła swoje dzieło była zadowolona. Potem poszła się umyć. Gdy odkręciła kurek i woda zaczęła spływać z jej ciała poczuła ulgę. Jeszcze nigdy nie czuła się tak dobrze biorąc prysznic. Pomyślała, że jeśli ta historia o Bogach Greckich jest prawdziwa i, że są tacy Bogowie jak Zeus, Hades, Atena itd. to pewnie jest i Posejdon. Warto spróbować. Uniosła ręke i poleciła w myślach wodzie, aby poleciała za jej ruchem ręki. Spróbowała. Nic. Spróbowała ponownie. Nic. Dobra do trzech razy sztuka- pomyślała. Uniosła ręke i ruchem zrobiła dziwny zygzak. Woda drgnęła, powoli uniosła się i poleciała za jej ręką.
Ale super! Trzeba to wypróbować jeszcze!- pomyślała Lea. Po chwili cała łazienka była w wodzie. - O kurczę trzeba spróbować kazać wrócić wodzie do ścieków inaczej członkowie domu Ateny ją ukatrupią.- Zakręciła kurek. Wyszła wytarła się i ubrała w zaprojektowane przez siebie ciuchy. Potem uniosła ręke i kazała wodzie wrócić do prysznica. Nic. Może ten dar miał jakiś limit, który już wykorzystałam?- spytała siebie w duchu. Znów uniosła ręke, ale tym razem woda się uniosła, aż do sufitu. Przebiegł ją dziwny dreszcz, jakby coś miało się wydarzyć. Weszła w sam środek kuli z wody, który uformowała. Wtedy musiało być już po kolacji, bo drzwi się otworzyły i wszedł cały domek do pokoju. Pierwsza dziewczyna krzyknęła, gdy ją zobaczyła. Inni poszli za jej wzrokiem i też wydali okrzyki, jęki i wzdychania ze zdziwienia. Potem zaczęły się pomruki. Przez tłum przepchnęła się Annabeth. Zrobiła wielkie oczy i właśnie w tej chwili coś pojawiło się Lei nad głową. Spojrzała i zobaczyła tam niebieski trójząb.
- Witaj Eleanor, córko Posejdona.- powiedziała i uklękła. Inni poszli w ślad za nią, a Lea poczuła, że się rumieni. Szybko kazała wodzie wrócić do prysznica i wtedy inni zobaczyli ubranie Lei. Jakaś dziewczyna wydała z siebie zduszony okrzyk '' Jakie to piękne ''. Podziękowała i wyszła. Pobiegła w stronę lasu. Lubiła być sama. Zwłaszcza w lesie. Gdy weszła w głąb, już miała usiąść pod drzewem, gdy usłyszała mrożący krew w żyłach krzyk. Pobiegła w stronę owego dźwięku. Po chwili spostrzegła dziewczynę leżącą na plecach i czołgającą się. Dopiero po chwili załapała, że dziewczyna cofa się przed jakimś stworem. Był to ogromny minotaur! (Oh świetnie kolejny potwór i kolejna dziewczyna do uratowania ) -pomyślała Lea. Podniosła pierwszy lepszy kamień i rzuciła go w potwora, aby zwrócić jego uwagę na sobie i żeby dziewczyna mogła uciec i wezwać pomoc. Udało jej się, aż zanadto. Minotaur odwrócił się w jej kierunku i zaczął orać kopytem w ziemi co prawdopodobnie oznaczało, że chce zaszarżować. Dziewczyna się podniosła i stanęła jak wryta patrząc na stwora. Krzyknęła do niej żeby uciekała i wezwała pomoc i mogę się założyć, że gdy pobiegła zrobiła to z wielką chęcią. Odprowadziła ją wzrokiem i znów przekierowała całą uwagę na minontaura.
![]() |
| Śliczny minotaur <3 |
Subskrybuj:
Posty (Atom)

