Był ogromny i żylasty. Na głowie miał dwa wielkie zakręcone rogi. Jego oczy były małe i czerwony. Patrzył na nią tak zawistną miną, że Lea przestraszyła się, jakby naprawde mu coś okropnego zrobiła. Zaszarżował. Już, gdy miał przebić jej bok odskoczyła. Potem stało się coś dziwnego. Najpierw minotaur przygotował się do kolejnego ataku, a potem jego twarz pojaśniałą. Nie zaraz... nie twarz tylko coś między nimi zaczęło migotać. Nagle przed nią pojawił się srebrny łuk i coś co wyglądało na piorun. W oczych półbyka pojawiło się przerażenie. Lea uniosła ręke, aby wziąść łuk, a ten jakby przyciągany siłą magnetyczną wpadł jej do ręki. Nie ma już odwrotu- pomyślała i nagle ją olśniło. To był Łuk Artemidy i Piorun Piorunów Zeusa, ale dlaczego jej to dali? Dlaczego ocalili jej życie? W mitologii czytała, że Bogowie Greccy nie kontaktowali się ze swoimi półboskimi dziećmi, a z nią nie tylko się kontaktowali, ale też pożyczali broń. Uniosła łuk i strzała sama się pojawiła. Wycelowała i puściła grot. Strzeliła między oczy minotaurowi. Celowała na oślep, a jednak trafiła. Czuła się jakby robiła to od urodzenia. Podem puściła łuk i sięgneła po Piorun Zeusa. Był niewiarygodnie lekki. Jak wata cukrowa uformowana w podłużny kształt. Czuła mrowienie w miejscu, w którym dotykała grom. Pomyślała, aby piorun trafił w minotaura. I tak się stało. Najpierw piorun uderzył w potwora, potem zagrzmiał grzmot i stwór się rozpadł w szary proch, a potem Lea usłyszała pisk dziewczyny. Zobaczyła, że podbiega do niej ta dziewczyna, którą uratowała, a za nią biegła połowa obozu z mieczami, włóczniami i łukami.
- O Bogowie! Zabiłaś go! Dziękuje! Masz u mnie dług, zrobie co zechcesz, serio.- zaczęła dziewczyna- Tak wogóle to mam na imię Jean, córka Irys. A ty jesteś już okre.... Na Zeusa i innych Bogów, czy to Piorun Piorunów?! A ten łuk czy to nie łuk Artemidy?!- krzyknęła z zachwytu Jean. Reszta grupy już doszła i oczywiście, gdy tylko zobaczyli broń Bogów zaczął się haos. Wszyscy pytali co tu zaszło, skąd ta broń Bogów itd. Lea wzięła do ręki Piorun Zeusa. Inni krzykneli, a ktoś z tyłu wrzasnął:
- Powinna już nie żyć! Piorun Piorunów powinien ją spalić!
Zirytowała się. Skoro oni zawsze mają takie nastawienie to może niech idą do domków, schowają się pod łóżka i nie wychodzą- pomyślała Lea. Przez tłum przecisnął się Percy i Leo.
- Co tu się stało?!- krzyknęli jednocześnie.
- Aa..... Ja...... chciałam ...... nie ....... to znaczy..... - wydukła Lea.
- Aha to dużo się dowiedzieliśmy- stwierdził Percy - A czy ktoś inny może wytłumaczyć co się stało?
Wtedy Jean wyszła na przód i opowidziała wszystko z lekkimi ubarwieniami typu: A kiedy Lea przybiegła mi na ratunek minotaur się tak wystraszył, że prawie uciekł i gdy zaatakował Lea skoczyła na jego plecy i zaczęła go ujeżdżać. Gdy skończyła wszyscy wpatrywali się w Leę, która wciąż trzymała Piorun Piorunów. Myślała, że zaraz zemdleje. Nie lubiła, gdy tak wszyscy się patrzyli na nią. W końcu Leo odezwał się pierwszy
- Łał, nie dość, że ślicznotka to jeszcze umie się bić lepiej od większości z tu obecnych.
Clarisse, która była tu właśnie obecna tak się zezłościła, że zrobiła się czerwona. Przepchnęła się przez tłum i krzyknęła:
- Jeśli tak uważacie to wyzywam ją na pojedynek!
Zawrzało. Ludzie zaczęli mówić, że Clarisse zdmuchnie ją z powierzchni Ziemi. I to ją najbardziej zezłościło i sprowokowało do powiedzenia ''Zgadzam się''. Wszyscy ucichli.
- Jutro w południe na arenie. Jeśli stchurzysz wszyscy się dowiedzą. I pamiętaj: Uważaj Omorfia. Jeszcze nie masz Boskiego rodzica więc nie możesz się na nim podeprzeć. Zmiażdże cie!- krzyknęła z podłym uśmiechem na twarzy i odeszła.
- Słuchaj nie możesz tego zrobić! Ona Cie pokona! - oburzył się Percy.
- Nie! Nie wycofam się tylko dla tego, że ludzie uważają, że mnie zmiażdży! Nie chce w ogóle o tym słyszeć!- warknęła Lea i odeszła zanim zmieniła zdanie. Na ognisko się spóźniła, bo musiała uprać i wysuszyć ślad po bestii. Gdy podeszła wszyscy wpatrzeni w ognisko i śpiewający pioseniki przerwali i spojrzeli na nią. To źle, bardzo źle. Rozmawiali o mnie. To akurat wiem. I najwidoczniej wszyscy już wiedzą o mojej walce jutro z Clarisse. Wszyscy przyjdą- pomyślała zrozpaczona Lea. Usiadła obok Percy'ego i Annabeth, kiedy ktoś z domku prawdopodobnie Aresa krzyknął:
- Jak zginiesz będe mogła twoje ubranie? Jest całkiem spoko... na spalenie ją.
Inni parsknęli śmiechem. Ktoś inny krzyknął:
- Po co czekać ,niech teraz ją zdejmie, będzie więcej zabawy.
Lea zaczerwieniła się i schowała bardziej w głąb ludzi. Lecz kryjówka nie podziałała za długo. Jakiś chłopak pchnął ją w strone ogniska. Lea straciła równowagę i... wpadła w ognisko. Wszyscy krzyknęli. Lecz ona nie czuła gorąca. Czuła po prostu ciepło dochodzące z płomieni.
- Nie no to już przesada! Nie dość, że może trzymać sobie najpotężniejszą broń na Świecie to jeszcze jest odporna na ogień! - wrzasnął ktoś z tyłu. Hejron spojrzał dookoła i spostrzegł, że wszyscy się gapią w niego i w Leę.
- Choć panno Omorfio. Musimy porozmawiać.
Dziewczyna pośpieszyła za nim, a inni odprowadzali ich wzrokiem.
- To niemożliwe, że jesteś odporna na ogień, władasz wodą i trzymasz sobie Piorun Zeusa jakby był zabawką!- zatrzymał się w końcu i Lea prawie wpadła w jego koński zad. Odwrócił się i dostrzegła w jego wzroku gniew i zdziwienie.- Słyszałem też, że stajesz jutro do walki z Clarisse. To szaleństwo, dziecko!
- Jeśli przyszłam tu za panem, żeby słuchać kazań to dziękuje bardzo wracam do...- nie dokńczyła.
- Właśnie, nie masz gdzie wracać. Jeśli wrócisz do domu potwory po ciebie przyjdą. Jeśli wrócisz na ognisko wszyscy będą trwali w napięciu póki tam jesteś. Zrozum Lea, jesteś niebezpieczna i boją się ciebie.
Lea zawarczała. Wyobraziła sobie, że staje się wilkiem. Nagle przed Chejronem stanął biały wilk. Spojrzał w oczy centaurowi i odbiegł. Chejron po chwili się ocknął i ruszył za nią w pogoń. Wilk, a raczej wilczyca biegła w stronę ogniska.
- Łapcie ją! Nie pozwólcie jej uciec! Ten wilk to Lea!- zawołał w stronę ogniska.
Wszyscy spojrzeli na niego jak na wariata. Potem zobaczyli białe zwierze pędzące w strone ognia. Rozpierzchli się na wszystkie strony. Lea biegła w strone ogniska nie bacząc na ostre bronie obozowiczów biegnących w jej strone. Gdy już miała wskoczyć w ogień jakiś chłopak skoczył na nią z boku i zepchnął ją z toru, na którym na końcu miała spłonąć. Zaczęła się szamotanina. Wilczyca, czyli Lea drapała go z całych sił. Ten mimo obrażeń ani na chwilę nie zszedł z niej. Próbowała się wyrwać, zepchnąć go- nic to nie dało prócz tego, że chłopak jeszcze mocniej ścisnął jej łapy. Gdy w końcu poddała się i zmieniła w człowieka. Chłopak upadł obok niej. Lea odetchnęła i zakrztusiła się. Podniosła się i przykucnęła przy chłopaku. Gdy zobaczyła kto to jest zaczeła płakać. Czerwone łzy spływały jej na koszulkę i uda. Jednak nie zwarzała na to, że się pobrudzi. Nawet na to, że jej łzy to.... krew. Płakała, bo chłopak przestał oddychać. Tym chłopakiem był Leo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze mile widziane.
Jeśli coś się nie podoba bardzo proszę o pisanie komentarzy, a ja postaram się to zmienić :)
Kocham Was ;3