Wojna to obowiązek. Jedyny prawdziwy wybór to zaakceptować to lub nie i wiedzieć, o co się walczy.~Rick Riordan ;3

KOMENTUJCIE! :D

Spis treści :3

piątek, 3 stycznia 2014

Rozdział X

Lea obudziła się ze strasznym bólem głowy. Leżała na jakimś zimnym metalu. Wstała i złapała się za głowe, aby nie upaść. Kręciło jej się w głowie. Z wczorajszej nocy nic nie pamętała.
- Masz kaca dziewczyno.- odezwał się damski głos. - Wcale się nie dziwie.
Oczom Lei ukazała się wysoka, ruda dziewczyna. Niebieskie oczy były podkreślone  błękitnym topem.
- Kim jesteś?- spytała skołowana.
- Jestem Nancy. Poznałyśmy się wieczorem w klubie. - uśmiechnęła się.
Lea spojrzała na siebie i krzyknęła. Miała ten sam strój co wcześniej.
- Jak to w klubie? Piłam coś?- zapytała.
- Tak. I to tyle, że dziwię się, że nie... no wiesz.- odparła.
- Ale ja jestem niepełnoletnia!- krzyknęła.
- Co?!- zdziwiła się Nancy. - No wiesz... po tym stroju to raczej nie widać, że jesteś niepełnoletnia.
- Muszę się przebrać.- stwierdziła Lea.
- O to masz moje ciuchy. Proponowałam ci je już wcześniej, ale wciąż odmawiałaś.
- Dlaczego proponowałaś mi je wcześniej?- spytała zdezorientowana.
- No wiesz, było cholernie zimno, a ty byłaś półnaga.- odpowiedziała.
- Dziękuje.- powiedziała Lea i poszła się przebrać za jakimś materiałem.
- Gdzie my właściwie jesteśmy?- zapytała, gdy już się przebrała w zaduży potkoszulek i znoszone dżinsy.
- W klubie, to znaczy w magazyne klubu.- stwierdziła.
Lea spojrzała na zegarek. Czas. Zegarek. Maszyny. O cholera, Leo!- pomyślała.
- Nancy bardzo ci dziękuje jeszcze raz za wszystko, ale musze lecieć. Mój chło... to znaczy znajomy na mnie czeka- krzyknęła. Miejmy taką nadzieje- dopowiedziała w myśli.
- Dobra rozumiem- uścisnęła ją. Lea biegła na bosaka do molo, w którym się ostatni raz widziała z Leo. Gdy dobiegła nigdzie go nie widziała. Weszła do chatki kobiety, która ich uratowała.
- Dobrze, że tu przychodzisz, Leo Omorfio.- powiedziała kobieta po angielsku.- Twój czas nadchodzi, musisz się z tym pogodzić.
- Eee... przykro mi, ale nie rozumiem o co pani chodzi.- stwierdziła Lea.
- Pomyśl moja droga, masz moce bogów, oni są na twoje skinienie. Zwykłemu herosowi by się nie udało, ale tobie się uda. Tak, to ty. Bogowie dobrze wybrali.- odpowiedziała tajemniczo kobieta.
- Yyy.. chyba pani pomyliła mnie z jakąś inną Leą.- odparła.
- Pomyśl tylko. Dlaczego tyle razy miałaś zginąć, a nie zginęłaś? Dlaczego twoja rodzina traktowała cię jak wyrzutka? I dla czego masz na nazwisko Omorfia.
Lea pomyślała przez chwile.
- Zwykły fart, bo jestem inna i to moje nazwisko.?- bąknęła w końcu.
- Nie dziecko, nie takie są odpowiedzi. Nie zginęłaś, ponieważ Bogowie stworzyli tak potężne dziecko nie bez powodu. Twoja rodzina cię tak traktowała, bo zostałaś przygarnięta, to nigdy nie była, nie jest i nie będzie twoja rodzina. Omorfia po grecku znaczy piękność. Byłaś dzieckiem Afrodyty. W końcu spłaciła dług wobec Zeusa i oddała mu swoje dziecko.
Zakręciło jej się w głowie.
- Jaki dług?- spytała w końcu.
- Nikt tego do końca nie wie. Ale to musiało być bardzo ważne, skoro Afrodyta się tak poświęciła.- odparła kobieta.
- To nie prawda, kłamiesz! Moja rodzina, którą mam mieszka w domu i jest bezpieczna. Wcale bogom na mnie nie zależy!- krzyknęła i wybiegła z chatki. Pobiegła w stronę plaży. Nagle coś ją tknęło. Na plaży był Leo. Podeszła do niego powoli.
- Hej.- powiedziała cicho.- Leo chciałam cię przeprosić za to co wczoraj powiedziałam. Nie wiem czemu to zrobiłam. Po prostu straciłam nad sobą kontrole. - Nie odzywał się.
- To nie prawda, że kochasz tylko maszyny. Nie jesteś głupi. I wcale nie żałuje, że cię poznałam.- uśmiechnęłam się i zmusiłam go, aby na nią spojrzał.- Przepraszam, Leo. Jest mi naprawde przykro.
Nic. Już miała wstać i odejść, gdy ten złapał ją za ręke, sprawnym ruchem przyciągnął do siebie i przytulił.
- Ja też przepraszam. I masz rację, kocham tylko maszyny.- stwierdził.
- No cóż, w końcu od czegoś są dzieci Hefajstosa.- zaśmiała się.
Podała mu ręke i tak sobie siedzieli w ciszy, póki nie zaczęło się ściemniać.
- Wiesz...- zaczęła cicho Lea- Gdybym mogła zamieniłabym się w maszynę, abyś mnie kochał.
Abyś był przy mnie, gdy coś się stanie. Abyś mnie kochał tak jak kochasz tą Calypso.
Spojrzał na nią, uśmiechnął się i pocałował ją.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze mile widziane.
Jeśli coś się nie podoba bardzo proszę o pisanie komentarzy, a ja postaram się to zmienić :)
Kocham Was ;3