Lea właśnie schodziła ze swojego pokoju na górze do kuchni na
śniadanie. Nie chciała się kolejny raz spóźnić. Zwykle jak się spóźniała
to nauczyciele krzyczeli na nią, a potem wstawiali nieobecność. Weszła
do kuchni i zobaczyła coś co ją niezbyt zdziwiło. Kuchnia wyglądała tak
jakby przez nią przeszło tornado. Koledzy Luka- pomyślała.
-Eh.
Znowu oni. Będę ZNOWU musiała to posprzątać- rozległ się głos za plecami
Lei. Odwruciła się. To była Klara. Ich kucharka, pokojówka, sprzątaczka
i jej podparcie. Miała około 70 lat, czarne włosy z dużą oznaką
siwizny. Klara doradzała Lei, pomagała w nauce, gdy była młodsza
opowiadała bajki na dobranoc itp.
- Tak mi przykro Klaro. Chciałabym Ci pomóc, ale musze biec do szkoły... A właściwie która godzina?- spytała.
-Jest
godzina 7.50 moje dziecko. . No już zakładaj kurtkę i biegnij, zrobiłam
Ci już drugie śniadanie. Leży na stole. Zdążysz, ale uważaj na drodze!
-To niemożliwe, żebym w 10 minut zdążyła!
-„Niemożliwe to słowo dla głupców!''- zacytowała Klara - Kto to powiedział?
-Eee. Abraham Lincoln?- spytała.
-Napoleon Bonaparte. Leć dziecko.- odpowiedziała.
-Dziękuję.
- uśmiechnęła się do Klary, a potem wybiegła, jeszcze nieświadoma, że
to będzie jej ostatni uśmiech do niej na długi czas. Przeszła przez
ulicę i spojrzała na lekko zarysowany ekran jej telefonu. 7.55, jak to
możliwe?! Gdy przeszła przez ulicę puściła się pędem w stronę szkoły.
Przepiegła przez kolejną ulicę omal nie wpadając pod samochód. Auto
zatrąbiło, a ona odwróciła się nie zwalniając i krzyknęła coś w stylu ''
Przepr...'', bo właśnie wpadła na jakiegoś chłopaka. Upadła i uderzyła
się w głowę. Zakręciło jej się w głowie i ją troche zemdliło. Gdy
mdłości przeszły spojrzała na chłopaka na którego wpadła. Miał brązowe
włosy, niebieskie oczy i jasną cerę. Ubrany był w dżinsy, adidasy i
pomarańczową koszulkę z napisem CHB. W ręku trzymał długopis. Nie to nie
był długopis. To był... miecz! To było kompletnie bez sensu. Chłopak
wstał mozolnie i podał jej ręke. Nie przyjęła pomocy i sama wstała.
Zobaczyła, że po upadku plecak musiał się w jakiś sposób otworzyć, bo
teraz wszystkie jej książki leżały porozwalane po chodniku. Ukucneła i
zaczęła je gorączkowo zbierać. Niebieskooki chłopak ukucnął i zaczął jej
pomagać. Gdy pozbierali wszystkie Lea wstała i zaczęła je w pośpiechu
wkładać do plecaka. Kątem oka zobaczyła, że młodzieniec przygląda się
jednej z książek.
-Mitologia grecka.- odparł.- Interesuje Cię to?
-Nie twoja sprawa. Ale jeśli już musisz wiedzieć to odpowiedź brzmi: Tak, interesuje się mitolgią grecką.
Chłopak wpatrywał się dalszym książkom.
Wyrwała mu je z ręki i też wrzuciła do plecaka.
-Percy Jackson- odparł cicho młodzieniec.
-Co?! - zapytała Lea marszcząc brwi.
-Nazywam się Percy Jackson- poprawił się chłopak.
- Lea.... Smith - skłamała.
-Dość popularne nazwisko. - stwierdził chłopak. - Choć jeszcze przydałoby się słowo ,,przepraszam''.
-Co?!
- zdziwiła się Lea. Nagle ogarnęła ją złość. Choć zwykle pamiętała o
zwrotach grzecznościowych teraz zapomniała. Ale nie to ją zezłościło.
Chodziło o to, że chłopak zwrócił jej uwagę. - ,, Przepraszam''. -
powiedziała to tonem, którym zwykle przedrzeźniała znienawidzonych
nauczycieli. - Przepraszam za to, że potrąciłam takiego ''biedniego''
chłopca jak ty! Przepraszam, że jesteś ponad wrażliwy i przepraszam
za to, że jesteś głupi!
- Ej, spokojnie.
- Nie będe
spokojna!- spojrzała na ekran swojego telefonu: 8.10. Oh świetnie.
Spóźnię się kolejny raz! I to jeszcze przez tego imbecyla! Jessica i jej
chorda będą się miały z czego nabijać, gdy się znowu spóźnię- pomyślała
Lea. Jessica to był typowy plastik. Tak nazywała ją Lea, bo była w
każdym calu nienaturalna. Jej bogaty tata ją rozpuścił. Maluje się od 8
roku życia. Nosi tak obcisłe ciuchy, których nie powstydziłaby się
striptizerka. A jej celem było: upokorzyć Leę przed całą szkołą, a nawet
przed całym miastem. W pierwszej klasie, gdy siedziała z Leą w jednej
ławce wylała na nią cały soczek jabłkowy, aby wyglądało tak jakby się
zesikała. W trzeciej klasie, gdy Lea dostała jako pierwsza w klasie
najlepszy i największy dotykowy telefon Jessica musiała kupić jeszcze
nowszy i większy model. W piątej klasie ukradła Lei największą miłość
jej życia. W pierwszej gimnazjum, gdy Lea dała nauczycielom bukiety róż,
ona musiała dać im laptopy. Natomiast.... dobra już nieważne.- I
jeszcze się znów spóźnię dzięki TOBIE! - wymówiła słowo '' tobie'' jakby
to było najgorzym bluźnierstwem jakie wyszło z jej ust.
-Okej, spokojnie. Jakoś to wytłumaczysz, a poza tym to ty na mnie wpadłaś!
-Eh. Jesteś najgorszym, najmniej uprzejmym typem jakiego spotkałam!- krzyknęła i odwruciła się żeby odejść.
- To nie moja wina, że jesteś taką niezdarą- odparował chłopak imieniem Percy.
Lea już kipiała ze złości, ale nieodwracając się odeszła od miejsca wypadku.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze mile widziane.
Jeśli coś się nie podoba bardzo proszę o pisanie komentarzy, a ja postaram się to zmienić :)
Kocham Was ;3