Wojna to obowiązek. Jedyny prawdziwy wybór to zaakceptować to lub nie i wiedzieć, o co się walczy.~Rick Riordan ;3

KOMENTUJCIE! :D

Spis treści :3

niedziela, 8 grudnia 2013

Rodział I

Lea właśnie schodziła ze swojego pokoju na górze do kuchni na śniadanie. Nie chciała się kolejny raz spóźnić. Zwykle jak się spóźniała to nauczyciele krzyczeli na nią, a potem wstawiali nieobecność. Weszła do kuchni i zobaczyła coś co ją niezbyt zdziwiło. Kuchnia wyglądała tak jakby przez nią przeszło tornado. Koledzy Luka- pomyślała.
-Eh. Znowu oni. Będę ZNOWU musiała to posprzątać- rozległ się głos za plecami Lei. Odwruciła się. To była Klara. Ich kucharka, pokojówka, sprzątaczka i jej podparcie. Miała około 70 lat, czarne włosy z dużą oznaką siwizny. Klara doradzała Lei, pomagała w nauce, gdy była młodsza opowiadała bajki na dobranoc itp.
- Tak mi przykro Klaro. Chciałabym Ci pomóc, ale musze biec do szkoły... A właściwie która godzina?- spytała.
-Jest godzina 7.50 moje dziecko. . No już zakładaj kurtkę i biegnij, zrobiłam Ci już drugie śniadanie. Leży na stole. Zdążysz, ale uważaj na drodze!
-To niemożliwe, żebym w 10 minut zdążyła!
-„Niemożliwe to słowo dla głupców!''- zacytowała Klara - Kto to powiedział?
-Eee. Abraham Lincoln?- spytała.
-Napoleon Bonaparte. Leć dziecko.- odpowiedziała.
-Dziękuję. - uśmiechnęła się do Klary, a potem wybiegła, jeszcze nieświadoma, że to będzie jej ostatni uśmiech do niej na długi czas. Przeszła przez ulicę i spojrzała na lekko zarysowany ekran jej telefonu. 7.55, jak to możliwe?! Gdy przeszła przez ulicę puściła się pędem w stronę szkoły. Przepiegła przez kolejną ulicę omal nie wpadając pod samochód. Auto zatrąbiło, a ona odwróciła się nie zwalniając i krzyknęła coś w stylu '' Przepr...'', bo właśnie wpadła na jakiegoś chłopaka. Upadła i uderzyła się  w głowę. Zakręciło jej się w głowie i ją troche zemdliło. Gdy mdłości przeszły spojrzała na chłopaka na którego wpadła. Miał brązowe włosy, niebieskie oczy i jasną cerę. Ubrany był w dżinsy, adidasy i pomarańczową koszulkę z napisem CHB. W ręku trzymał długopis. Nie to nie był długopis. To był... miecz! To było kompletnie bez sensu. Chłopak wstał mozolnie i podał jej ręke. Nie przyjęła pomocy i sama wstała. Zobaczyła, że po upadku  plecak musiał się w jakiś sposób otworzyć, bo teraz wszystkie jej książki leżały porozwalane po chodniku. Ukucneła i zaczęła je gorączkowo zbierać. Niebieskooki chłopak ukucnął i zaczął jej pomagać. Gdy pozbierali wszystkie Lea wstała i zaczęła je w pośpiechu wkładać do plecaka. Kątem oka zobaczyła, że młodzieniec przygląda się jednej z książek.
-Mitologia grecka.- odparł.- Interesuje Cię to?
-Nie twoja sprawa. Ale jeśli już musisz wiedzieć to odpowiedź brzmi: Tak, interesuje się mitolgią grecką.
Chłopak wpatrywał się dalszym książkom.
 Wyrwała mu je z ręki i też wrzuciła do plecaka.
-Percy Jackson- odparł cicho młodzieniec.
-Co?! - zapytała Lea marszcząc brwi.
-Nazywam się Percy Jackson- poprawił się chłopak.
- Lea.... Smith - skłamała.
-Dość popularne nazwisko. - stwierdził chłopak. - Choć jeszcze przydałoby się słowo ,,przepraszam''.
-Co?! - zdziwiła się Lea. Nagle ogarnęła ją złość. Choć zwykle pamiętała o zwrotach grzecznościowych teraz zapomniała. Ale nie to ją zezłościło. Chodziło o to, że chłopak zwrócił jej uwagę. - ,, Przepraszam''. - powiedziała to tonem, którym zwykle przedrzeźniała znienawidzonych nauczycieli. - Przepraszam za to, że potrąciłam takiego ''biedniego'' chłopca jak ty! Przepraszam, że     jesteś ponad wrażliwy i przepraszam za to, że jesteś głupi!
- Ej, spokojnie.
- Nie będe spokojna!- spojrzała na ekran swojego telefonu: 8.10. Oh świetnie. Spóźnię się kolejny raz! I to jeszcze przez tego imbecyla! Jessica i jej chorda będą się miały z czego nabijać, gdy się znowu spóźnię- pomyślała Lea. Jessica to był typowy plastik. Tak nazywała ją Lea, bo była w każdym calu nienaturalna. Jej bogaty tata ją rozpuścił. Maluje się od 8 roku życia. Nosi tak obcisłe ciuchy, których nie powstydziłaby się striptizerka. A jej celem było: upokorzyć Leę przed całą szkołą, a nawet przed całym miastem. W pierwszej klasie, gdy  siedziała z Leą w jednej ławce wylała na nią cały soczek jabłkowy, aby wyglądało tak jakby się zesikała. W trzeciej klasie, gdy Lea dostała jako pierwsza w klasie najlepszy i największy dotykowy telefon Jessica musiała kupić jeszcze nowszy i większy model. W piątej klasie ukradła Lei największą miłość jej życia. W pierwszej gimnazjum, gdy Lea dała nauczycielom bukiety róż, ona musiała dać im laptopy. Natomiast.... dobra już nieważne.- I jeszcze się znów spóźnię dzięki TOBIE! - wymówiła słowo '' tobie'' jakby to było najgorzym bluźnierstwem jakie wyszło z jej ust.
-Okej, spokojnie. Jakoś to wytłumaczysz, a poza tym to ty na mnie wpadłaś!
-Eh. Jesteś najgorszym, najmniej uprzejmym typem jakiego spotkałam!-  krzyknęła i odwruciła się żeby odejść.
- To nie moja wina, że jesteś taką niezdarą- odparował chłopak imieniem Percy.
Lea już kipiała ze złości, ale nieodwracając się odeszła od miejsca wypadku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze mile widziane.
Jeśli coś się nie podoba bardzo proszę o pisanie komentarzy, a ja postaram się to zmienić :)
Kocham Was ;3