Lea już kipiała ze złości, ale nieodwracając się odeszła od miejsca wypadku.
Gdy doszła do szkoły, wciąż myśląc o dziwnym zdarzeniu zadzwonił dzwonek na przerwę. Cholera- pomyślała Lea. I wtedy potknęła się o stopień. Czuła jak spada i już miała poczuć ziemię w ustach, lecz coś, a raczej ktoś ją złapał. Otworzyła oczy. Zobaczyła, że jakiś chłopak trzyma ją w objęciach. Miał krótkie, kręcone brązowe włosy, ciemne, świecące oczy i szeroki uśmiech na twarzy. Miał latynoską urodę.
- Uważaj mała. Mogłaś upaść na ziemię co chyba by się kiepsko skończyło dla takiej ślicznotki.- powiedział.
- Ekhm. Dziękuje- odezwała się Lea,uwalniając się z objęć chłopaka. Jeszcze bardziej się wyszczerzył.
- Nie ma sprawy. Ale miałaś szczęście, że tu stałem, bo mógłby tu stać mniej przystojny i pomocny koleś, a wtedy nie byłoby tak miło.- odpowiedział- Tak w ogólę jestem Leo Valdez.
-Eeeee, a ja jestem...- wybełkotała, gdy właśnie zadzwonił dzwonek na kolejną lekcję-... spóźniona! - Krzyknęła i pobiegła w stronę wejścia zostwaiając Leo samego.
Eh. Ależ jestem głupia! ''A ja jestem spóźniona'' Idiotka- skarciła się w duchu Lea. Stanęła przy drzwiach i położyła dłoń na klamce. Nauczycielka po drugiej stronie właśnie karciła uczniów za lenistwo opierając się na klamce. Lea otworzyła drzwi i pani Latelio ( najsurowsza nauczycielka w całej szkole ) runęła na podłogę. Klasa rynęła, a Lea patrzyła przerażona na ciało pani od matematyki na podłodze. Potem szybko pomogła jej wstać i pozwoliła nawrzeszczeć na siebie. Potem wysłano ją do drektora, a świadkiem owego zdarzenia była oczywiście Jessica.
- To był zamach na życie pani Latelio! - krzyknęła Jessica z udawanym przerażeniem. - Lea otworzyła drzwi i widząc, że pani Latelio stoi przy nich trzasnęła ją drzwiami i biedaczka padła na podłogę. - Teraz już miała łzy w oczach. Jakie to mało autentyczne- pomyślała Lea. - Pierwsza podbiegłam i pomogłam pani wstać, bo się bałam, że Lea może jeszcze raz ją uderzyć. Ona jest niebiezpieczna proszę pana!
Myśląc o niebezpieczeństwie pomyślałam o tym chłopaku- Percy'm, który miał miecz w ręku. Wcześniej o tym nie myślała, ale teraz wydałoby się, żę ten miecz świecił. I że miał napisane Anaklysmos. Coś jej zaświtało w głowie. Anaklysmos- Otrere ufundowała budowę Artemizjonu w Efezie. W prezencie ślubnym Ares podarował jej miecz Anaklysmos, którego wyjął z wód podziemnej rzeki Acheron. Ale to przecież nie możliwe!
-...... prawda?- spytał drektor.
-Słucham?- Lea była rozkojrzona.
-Pytałem cię: Czy to prawda.- powtórzył.
-Ależ oczywiście, że....- nie zdązyła dokończyć, bo właśnie zabrzmiał alarm przeciwpożarowy.
- To chyba nie ćwiczenia!-odparł drektor próbując przekrzyczeć alarm.
Jessica na wznak zaczęła piszczeć tratując ją swoimi piętnastocentymetrowymi szpilkami i podbiegając do drzwi z zamiarem ich otwarcia.
- Nigdzie stąd nie wyjdziesz!- powiedział drektor potężnym, strasznym głosem, oczywiście do niego nienależącym. Wytrzeszczyła oczy, bo okazały drektor wcale nie był drektorem, ale był... potworem! Zamienił się w stwora z ogonem. Lei wydawało się, że śniła. Choć w głębi duszy wiedziała, że to nie sen, ale jawa.
-Zginiesz!- syknął.
Zaczęła wymieniać w myśli greckie potwory: Himery, cyklopi, Meduza, Minotaury, Sfinksy, Empuzy, Harpie, Sfinksy... nic! Zaraz... już wiem to mantikora! Ale jak się ją zabija...? Nie wiem. Dobra myśl spokojnie: Mantikorę można pokonać zwykłym orężem. Okej,więc trzeba działać szybko zanim Cię zabije.-myślała. Odwróciła się w stronę mantikory. Zaczęła się także rozglądać po pokoju szukając czegoś co mogło by załatwić sprawę. Jej uwagę przykuło coś na sztucznym kominku. To był jakiś nóż. Zaczęła biec w tym kierunku, ale mantikora była szybsza. Wycelowała w nią ogonem i cisnęła. Ogon świsnął jej tuz przed twarzą, omal nie trafiając ją w głowę. Cofnęła się, bo mantikora zagrodziła jej drogę.
- Zginiesz - powtórzył.
-Jesteś pewien?!- krzyknęła. Nawet ona była tego pewna. Potwór warknął. Jessica o której istnieniu na chwilę zapomniała pisnęła wciąż próbując bezskutecznie otworzyć drzwi. Lea zrobiła kilka wdechów, aby opanować strach.Nawet jeśli nie lubiła Jessicy musiała ją uratować. Dobra, skoro nie chcesz mnie dopuścić do broni muszę wykombinować coś innego. -pomyślała. Nagle do głowy wpadł jej naprawde szalony pomysł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze mile widziane.
Jeśli coś się nie podoba bardzo proszę o pisanie komentarzy, a ja postaram się to zmienić :)
Kocham Was ;3