Wojna to obowiązek. Jedyny prawdziwy wybór to zaakceptować to lub nie i wiedzieć, o co się walczy.~Rick Riordan ;3

KOMENTUJCIE! :D

Spis treści :3

czwartek, 12 grudnia 2013

Rozdział VII

Zaczęła się walka.
Clarisse ruszyła do Lei przekonana, że ją uderzy, ale ktoś krzyknął z widowni:
- Uważaj, ta włócznia razi prądem! Nie pozwól jej się nim dotknąć!
Nie odwróciła wzroku od przeciwniczki, ale potaknęła na znak, że rozumie. Odwróciła się używając jej triku. Zaczęła iść w przeciwną stronę niż Clarisse. Wiedziała, że uderzy i się nie zawacha, ale się nabrała. Uderzyła, ale Lea była szybsza. Ukucnęła i nim Clarisse zdołała się odwrócić Lea walnęła ją w lewy bark. Dziewczyna wrzasnęła i obróciła się, ale jej już tam nie było. Stała po drugiej stronie i zrobiła to samo z prawym barkiem. Clarisse walnęła ją końcem włóczni. Dziewczyna upadła około 2 metry dalej odrzucona przez prąd , ponieważ był tak silny. Córka Aresa odwróciła się i postawiła nogę na katce piersiowej Lei uniemożliwiając jej wstanie. Na arenę wbiegł Percy krzycząc żeby wypuściła Leę, ale dziewczyna jeszcze bardziej przycisnęła ją do ziemi. Nagle Leą zawładnęła straszna złość. Nie wiadomo czemu ani jak po prostu nieprzenikniona złość i chęć do zabicia Clarissy.
- Poradze sobie! I złaź z areny!- ryknęła Lea! Percy cofnął się jakby był do tego zmuszony. Dziewczyna na ziemi kopnęła Clarisse w udo. Ta odskoczyła jak oparzona. Lea odturlała się, wstała i zerwała Błyskotke z szyi. W ręku rozbłysł jej pioruno- łuko- mieczo- trójząb. Córka Boga wojny spojrzała na broń i uśmiechnęła się krzywo. Lea zamieniła broń w Łuk cisnęła niespodziewanie strzałę. Wcelowała idealnie tam gdzie chciała. W ręke, w której rywalka trzymała włócznię. Do areny biegł Chejron krzycząc '' Dość tego '', ale Lea już go nie słuchała. Wokół areny zabłysło pole siłowe, zabraniające wejście lub wyjście z pola walki.
- Co cykor cie obleciał?- krzyknęła Lea do Clarisse. Błyskotka zmieniła się w Pioruna. Uderzyła ją tym razem piorunem. Grzmot tak poraził dziewczynę, że odrzuciło ją na 5 metrów do tyłu.  Lea zamieniła Piorun w Trójząb wezwała wodę, która się natychmiast pojawiła i zalała półprzytomną przeciwniczkę. Zakrztusiła się. Podeszła do niej i Trójząb zmienił się w miecz. Postawiła nogę na brzuchu Clarisse. Uniosła miecz i obejrzała się po widowni. Wszyscy albo znieruchomieli ze strachu albo waliła w barierę i krzyczała : " Co ci odbiło'', ''Boże ona ją zabije'' itp. Lea wyglądała jakby walczyła sama ze sobą.
- Przectańcie albo ona zginie!- wrzasnęła głosem z jej snu. Percy nakazał im przestać dobijać się. Lea siłą woli puściła Clarisse zwolniła barierę wrzeszcząc żeby uciekała i zabrała jej broń, bo jeszcze kogoś zabije. Dziewczyna usłuchała i odbiegł. Resztkami woli Lea wznowiła barierę przez którą nawet ona nie mogła się przebić i krzyknęła '' Uciekajcie! I nie pozwólcie przebić się mu... to znaczy mi... nie mu eh nie pozwólcie nam się przebić przez pole siłowe''. Potem potwór owładnął ją całkowicie. Walił w bariere, płonął, niszczył ziemie pod nim i wołał do wszystkich którzy się nawinęli żeby go uwolnili. Gdy w końcu przestał zawołał '' Pożałujecie herosi'' i odszedł z ciała Lei. Bariera znikła. Ona upadła na ziemię, umierając. Do niej podbiegł... Leo i wziął ją w ramiona. Szepnął '' Dałaś radę. Brawo.'' I Lea zemdlała.
Nie śniło jej się nic prócz ciągłych scen z wypadku na arenie. Obudziła się w ciemnym pudle. Strasznie się przestraszyła, bo nienawidziła ciemnych, małych pomieszczeń. Zaczęła panikować. Kompletnie nie wiedziała co zrobić więc z paniki piszczała, krzyczała, wołała, waliła i kopała. Nic. Wiedziała, gdzie jest. Była w trumnie. A co jeśli już mnie zakopali i nikt mnie nie słyszy?- pomyślała.- Dobra myśl spokojnie... Oh mam telefon! Ale to i tak nic nie da bo nie znam numeru nikogo. Oprócz... przypomniała sobie młodą kobietę ze sklepu. Nazywała się Sally Jackson. To koleżanka taty. Zadzwonie do niej. Miejmy nadzieję, że Percy to jej syn. Okazało się, że pod ziemią jest całkiem dobry zasięg. Zadzwoniła i Sally odebrała. Ich rozmowa głównie wyglądała na tym, że Lea opowiedziała po krótce kobiecie a przy tym, i prosiła o pomoc. Mama Percy'ego obiecała, że zaraz zadzwoni do Annabeth która jako jedyna w całym obozie ma telefon. I się rozłączyła. Dziewczyna zaczęła szamotać się i  jęczeć .
- Już po mnie- powiedziała sama do siebie.- Miło było Was wszystkich poznać. Aha i  omal nie zapomniałam: Dzięki za zakopanie żywcem!- zaszlochała- Dobra spokojnie. Jeśli będe oddychała powoli i jeśli Sally naprawde zadzwoni do Annabeth, przeżyjesz. Nie wolno ci płakać! Apollo powiedział, że twoje łzy są wartościowsze od niego samego!
Krzyknęła do siebie. Po chwili była cała we krwistych łzach. NIE-pomyślała-MUSISZ BYĆ SILNA!
Zaczęła się uspokajać. Opanowała szloch i  płytko oddychać, bo tlenu już zaczynało braknąć. Nagle coś co pojawiło się w trumnie przestraszyło ją nawet bardziej niż to, że się w niej znalazła. To był pająk. Coś czego nienawidziła bardziej od małych pomieszczeń. Stwór zaczął powoli iść po jej nodze. Do trumny wszedł jeszcze jeden i jeden. Zaczęła piszczeć jak opętana. Nawet głośniej niż potrafiła. Usłyszała tupanie, chyba powyżej i kopanie... psa? Skąd na obozie byłby pies. Ale Lea nie zwracała na to uwagi. Wciąż piszczała, choć nie miała już powietrza w płucach. Pająki wchodziły coraz wyżej i wyżej. Było ich coraz więcej. Wspinały się po jej brzuchu. Przed jej oczami pojawiła się mgła. Słyszała tylko jak ktoś otwiera trumne i czuła jak ktoś ją bierze w ramiona. Potem położył na mokrej trawie. Lea  nie oddychała. Chłopak ( wiedziała po głosie, który wołał tak jakby z oddali ) coś krzyknął i zrobił jej sztuczne oddychanie. Wciągnęła powietrze w płuca i zakrztusiła się. Powoli otworzyła oczy. Zobaczyła nad sobą Percy'ego i Annabeth. Córka Ateny uśmiechnęła się z ulgi. Oczy miała czerwone i spuchnięte, płakała.
- Tak się ciesze, że żyjesz! Ale nie żyłaś twoje serce nie biło. To nie możliwe! I jak ty wyglądasz! Czemu jesteś cała we krwi?! Coś się stało?- przestraszyła się Annabeth.
- To nic. Tylko płakałam. - odpowiedziała, gdy nagle uświadomiła sobie, że nigdzie nie widzi Leo. - Gdzie on jest? Gdzie jest Leo?
- Emmmm...- zaczął Percy- On pojechał na Ogygię. Tam jest jego... dziewczyna, Calypso.
Leę zamroczyło. Wstała gwałtownie i zakręciło jej się w głowie. Pomyślała o Jean. Dziewczynie, którą uratowała i powiedziała, że zrobi dla niej wszystko. Pobiegła do domku Irys.

2 komentarze:

  1. Hej :3
    Dowiedziałam się, że to dzięki mnie piszesz tego bloga i ja cię inspiruję, itepe...
    Jest mi bardzo miło ;)
    Piszesz fajnie, i będę zaglądać tutaj :D
    Powodzenia w dalszym pisaniu ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki, choć i tak w żadnym stopniu nie będe tak dobra jak ty... ;)

    OdpowiedzUsuń

Komentarze mile widziane.
Jeśli coś się nie podoba bardzo proszę o pisanie komentarzy, a ja postaram się to zmienić :)
Kocham Was ;3